RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

Joy Division, Mickiewicz i my.

24 sty

Siostra opowiadała mi o wokaliście Joy Division. Zamknął on w swoich piosenkach historię własnej depresji, która zaprowadziła go do samobójstwa. Na początku czuć było, ze jeszcze woła o pomoc i wszystko przeżywa, ale kolejne utwory są już mechanicznym zdaniem sprawy, tak jakby podjął już decyzję. Na zajęciach z romantyzmu z kolei czytaliśmy wstęp do Dziadów II, w którym Mickiewicz nazywa to, o czym pisze, wierzeniami tłumu, dystansując się od nich. Można to rozumieć w różny sposób, ale najprostsza interpretacja tak zmartwiła jednego ze studentów, że głośno dał temu wyraz, długo jeszcze narzekając, z prawdzwie załamaną miną, że nienawidzi jak ktoś mówi co innego i robi co innego.

I chyba w tym właśnie sekret naszego uwielbienia dla autentycznej sztuki – chcemy prawdy zawsze i wszędzie, choćbyśmy sami okłamywali siebie i innych. Jaki ładny paradoks tu powstał. Chcemy prawdy, bo prawda, wierzymy, oznacza coś wspaniałego, może spełnienie naszych tęsknot? Wiem, trochę katolicyzuję, ale ja inaczej nie umiem i może nie będę inaczej umiała. Podobnie freudyzują wielbiciele Freuda i nic na to nie poradzą. Zachwyciło nas coś – swoją prawdą – i już się nie odczepimy.

A tymczasem mam ochotę pograć w Simsy, kiedy na zrobienie czeka mięso i na przeczytanie kolejna porcja romantyzmu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Głupich nie sieją.

23 sty

Dziś wykazałam się maksymalnym ogarnięciem, kompletnie wbrew mojej naturze. Napisałam najpierw maila do grupy, czy nie wysłaliby mi linku do szukanych na dziś tekstów, których sama nie mogłam znaleźć. Ale że zwykle nikt nie odpowiadał, wstałam po trzeciej i zrobiłam dwugodzinną wyprawę do biblioteki (przed sesją otwierają ją aż do piątej), żeby porobić zdjęcia kartek. Teraz wracam do domu, a tam dwa piękne działające linki z tekstami. Ne mam słów, które opisałyby to lodowate przedświtowe powietrze, które przecinałam, żeby z odległego przystanku dostać się do biblioteki, po śnie, który trwał może godzinę. A teraz nie wiem, czy się położyć, czy przeczytać od razu teksty. Mam trzy godziny. Chyba jedną, pierwszą, poświęcę na sen.

Ciąg dalszy. Zaspałam na te zajęcia. Teksty były o ironii.

Ciąg jeszcze dalszy – później tego dnia wybrałam się znów do biblioteki i tam, czytając jak Konrad budzi się i zasypia, i co to oznacza, znów zasnęłam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozgardiasz nierozgarniętej.

22 sty

Tak, ten blog miał pomóc mi się ogarnąć. I co usłyszałam, gdy po raz pierwszy od tysiącleci zamieniłam kilka słów ze znajomą z dawnej grupy? ,,Jak ja lubię to, że jesteś taka nieogarnięta. Nie muszę w tym być sama.” Bo jako jedne z kilku dziewczyn nie zrobiłyśmy testu w internecie w jedynym możliwym terminie i musiałyśmy pisać go na wykładzie. To był w ogóle cud, że zdecydowałam się wtedy iść na ten wykład. Tak wyglądają sprawy. Jestem tak nieogarnięta i niepracowita, że śmierć to dla mnie za mało. Błagam, ja nawet nie wiem, kiedy mam sesję i nie chce mi się sprawdzić! Oczywiście sprawdzę. Teraz. 28.01-10.02. Od wtorku do poniedziałku. I co, nie ma w tym czasie zajęć? Chyba nie… A przerwa międzysemestralna do 17.02, więc też do poniedziałku.

Dziś ogarnęłam się na tyle tylko, że po przebudzeniu z jakiegoś koszmaru, podczas którego chyba płakałam, przez godzinkę przeglądałam materiały na łacinę i może dzięki temu udało mi się w miarę dobrze napisać zaliczenie. Poza tym to było jednak bardziej na logikę niż na wiedzę i szczególne umiejętności. Trzeba było przetłumaczyć tekst o Tantalu, który chce, a nie może. Pod łapkami słowniki i tablice gramatyczne (oczywiście jedną wydrukowałam dwa razy, a drugiej nie wzięłam).

Planuję teraz… planowałam zrobić dużo, a nie zrobiłam na razie nic. W każdym razie planuję jeszcze pobiec po kasę na karę za przetrzymanie książek, zapłacić, wypożyczyć jedną książkę i pobiec na warsztaty. Straszne z tą karą. A po powrocie – dokładnie rozpisać, do kalendarza załączyć, zrobić, co w mocy mej, żeby wiedzieć, co, gdzie i kiedy w tej sesji i przed nią!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czego ja tu szukam?

20 sty

Ogarnięcia tu szukam! Z tego TEŻ powodu chciałam pochwalić się dzisiejszym dniem, który od rana do teraz jest w 90% ogarnięty! Te 10%, to gdy na najnudniejszym wykładzie grałam w literaki. Poza tym przeczytałam może więcej  niż kiedykolwiek w tak krótkim czasie i to z niemal pełnym zrozumieniem. Tego tekstu dużo nie było tak naprawdę, a czasu w sumie dużo, ale przecież to i tak sukces nad sukcesy, wiwat i pieśń.

Poza tym miałam bardzo intensywnie notowane i ciekawe wykłady ze specjalizacji glotto, a więc pedagogikę i psychologię, a także ćwiczenia z tej specjalizacji, więc tak maksymalne zamieszanie, że nikt nie umiał znaleźć dość dobrego komentarza. W końcu koordynatorka powiedziała, że w kopercie nie ma sztywnych kartek, że w ogóle nic nie ma w  kopercie i to był ten moment gdy absurd się skrapla (wyrażenie takiego fajnego profesora).

Do tego pisałam poprawę kolokwium (bo nie umiałam znaków korektorskich) i kolokwium z redakcji. Był tekst o Czułym Wojtku do zredagowania. To był koszmar. Na początku było śmiesznie, że ktoś robi błędy typu ,,nie używa autentycznego i prawdziwego imienia” albo ,,jak można sądzić to zapewne niepracujący bezrobotny”, ale z czasem to strasznie denerwuje.

A na koniec – romantyzm. Tak, to na romantyzm doczytywałam cały dzień. Romantyzm to było coś tak niesamowitego, pełnego i pięknego jak jazda na łyżwach. Nawet dałoby się to opisać, nawet można by spróbować opowiedzieć o tym wspaniałym sprzężeniu ludzi, idei, snów, wizji, prawdy i Mickiewicza, ale to i tak byłoby nic. Niech wystarczy, że wszyscy uczestnicy prosili prowadzącego, żeby coś zrobić i żebyśmy mogli mieć z nim zajęcia jeszcze przez przyszły semestr. I że wcale nie było mi smutno, że z żartów o nerdach wracaliśmy do przeklętych Konradów… Mickiewicz i Platon, już więcej nie chcę.

A poza tym, to muszę w końcu złapać jakąś pracę, no muszę! No i ogarnąć się do bycia z.

Co dziś? Bo wcześnie wciąż. 21:50. Dziś:

1. Sałatka.

2. Porządki.

Reszta ważności rano.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ogarnianie poziom ∞.

19 sty

Tak, to właśnie dziś. N a p r a w d ę trudno mi sobie wyobrazić mniej ogarnięty dzień. Powiedzmy, że noc miałam wartościową, bo przeczytałam coś, co pomogło mi lepiej zrozumieć drugą stronę różnych dziwnych chętek i co natchnęło mnie pięknym przykładem życia z.

Ale dzień? Dzień się zaczął tak późno, że wolę nie pisać. I to zaczął się tylko dlatego, że (wstyd pisać!) mama postawiła mi na biurku paczkę ciastek i czekoladę. Zjadałam całą paczkę i pas czekolady, grając w literaki. Mama przyniosła mi do pokoju żurek (pierwszy raz takie rzeczy się zdarzają od wielu lat). Gdy już wstałam, to poszłam do łazienki i, po raz pierwszy od lat, wzięłam długą kąpiel z rozmaitymi zabiegami pielęgnacyjnymi. I tak oto za osiem siedemnasta.

Co teraz? No, teraz to jakaś porażka. Teraz mam niecałą godzinę do wyjścia do Kasi. Co zrobię? Co zrobię?

1. Posprzątam w pokoju. To mi zajmie, serio, z trzy minuty, a tak zwlekam.

2. Pomyślę o Mszy.

Trzy. Przepiszę coś gdzieś.

4. Umyję naczynia.

5. Poczytam na romantyzm.

JRLKJ!!!

Napomknę tylko jeszcze o jednej ciekawej rzeczy – muzeum jest bezpłatne we wtorki. Poszłam tam w środę. Nikt mnie nie zatrzymał, gdy rączo przebiegałam sale. A ja pomyliłam dni.

I o miłej rzeczy – łyżwy, wtedy gdy nie miałam wielkiej ochoty, okazały się tak rozkoszne, że ja tego tu nie wyrażę. To był lot nad ziemią. Nad kukułczym gniazdem.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co dziś robimy?

17 sty

1. Higieniczność.

2. Porządki.

3. Romantyzm na poniedziałek.

Życie otwarte, człowiek ukryty. Piękna, rzeźbiona maska, uczucia zakłamane i pokryte uśmiechem albo zbyt pięknym smutkiem żeby taki kiedykolwiek istniał. Internet.

A może tylko ja tak to widzę? Ja – która zniknę z pierwszym mocniejszym powiewem. Ja – która buduję krzywą wieżę, ważną tylko dla siebie.

1. – zrobione.

2. pokój czysty jak po magicznej powodzi.

3. Wydrukowany najważniejszy tekst i poczytam go w drodze na psychologię i z powrotem. Ale tuż po łyżwy. Jakoś beznadziejnie i bez większych chęci, ale one zwykle uaktywniają się dopiero przy zetknięciu łyżwy z lodem. A teraz jeszcze trochę ogarnąć dom i huzia na Józia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jakie to było podniecające.

15 sty

To był jeden z moich najmilszych samotnych dni w ostatnim czasie. W ogóle mi się nie przykrzyło to, że chodzę wszędzie sama, tyle że czasami było siłą rzeczy nudnawo, na przykład gdy w muzeum zabłądziłam do sali, która mnie akurat nie obchodzi i musiałam przejść jej długość żeby znaleźć coś ciekawszego. A jakie to były ciekawe rzeczy! Małe łagodne kuropatwy, w trzech grupach przemierzające nieskończoność śniegu, jedna wyraźnie na przedzie, zupełnie samotna, sama na całym świecie, który jest bladą pustą powłoką, połączeniem białego nieba i białej ziemi, bez kresu i bez nadziei.

A potem Hiob, który unosi ciepłą i żywą rękę w geście prośby i z najwyższą ufnością patrzy w stronę nieba. Jest całkiem nagi. Ciepły miękki brzuch ukrywa w cieniu jego męskość. Ma ogromny dół pępka i ledwo widoczne różowe plamy na całym ciele, pewnie początek trądu. Nachyla się nad nim żona, której twarz jest w dużym stopniu bez światła. Ma intrygującą minę, która, jak mówi tytuł, jest szydercza.

I głowa Jana Chrzciciela na obrazie w kształcie misy, podpisana „Głowa Jana Chrzciciela na misie”! I ołtarz, z którego patrzą na Ciebie rzeźbione w drewnie głowy. Są płaskie, dziwne, straszne i szlachetne, a światła jest tak mało, że świetnie widać śnieg, który pada za szybami. I krucyfiks ze straszną krwią w kształcie winogron.

O tak.

A potem łyżwy, gdy nad lodowiskiem zaświecili lampki, a na lodzie wyświetlają gwiazdki, kieliszki z winem (dyskretna reklama stoiska obok?) i herb Warszawy. Jakieś szaleństwo, które nakręca kilkoro chłopców jadących jak najprędzej i jak najdziwniej. Niestety mam tylko dziesięć minut.

I warsztaty. A na warsztatach omawianie naszych opowiadań. Pisarz, który to robi, wyśmiewa się bezlitośnie z pierwszego utworu, który ja przed chwilą z entuzjazmem pochwaliłam. Jeden z uczestników, którego mam po prawej i który siedzi dokładnie naprzeciw pisarza, nie zgadza się z połową jego wypowiedzi i jak ten chce mu przerwać, oświadcza stanowczo „Jeszcze nie skończyłem!” Pisarz przy innym utworze sugeruje wprowadzenie czegoś śmieszniejszego i podaje przykład, na co niezawodny warsztatowicz odpowiada „to nie było śmieszne”. Gdy pisarz mówi, że podoba mu się cały inny utwór poza pierwszym akapitem, chłopak zwraca się głośno do autora: „Przepraszam cię, ale mi się podoba właśnie pierwszy akapit najbardziej.” Poza tymi incydentami, które bynajmniej (pierwszy raz w życiu używam tego słowa) nie popsuły mi nastroju, czytane utwory były jeden lepszy od drugiego, a pisarz, choć śmieje się najgłośniej z własnych żartów, krytykuje zwykle bardzo trafnie, podobnie jak inni uczestnicy, i na koniec zostawia prawdziwy skarb. Niestety to nie było nic mojego. To było opowiadanie napisane z prawdziwym wdziękiem i pięknym zakończeniem. Myślę, że nie tylko ja miałam dreszcze, wszyscy byli zachwyceni. Napisała je dziewczyna, która odzywa się bardzo rzadko, ale jej oczy śmieją się właściwie cały czas zza aury spokoju i stałości i zza grubych okularów ozdabiających zarumienioną często twarz.

A potem łyżwy po raz drugi. Jakie to było szaleństwo! Dołączyłam do dzikich chłopców, zostawiając kurtkę nad budką z łyżwami. Obroty, tyłem, przodem, tyłem, przodem, tyłem, przodem (bez skojarzeń), obrocik!

A na koniec kupowałam czekoladę dla kogoś i przy okazji, bez zastanowienia, kupiłam też dla siebie dość tani popcorn.

To był niezwykły dzień jak idzie o doznania estetyczne. Poza nimi widzę, że im bardziej jestem w swoim świecie, tym mniej w świecie wspólnym. Chciałabym je jakoś połączyć. Z drugiej strony – obserwując, też się uczę. Na razie prostych rzeczy. Zaczęłam dostrzegać, jak różni są ludzie, jak w ich twarzach odbijają się wady, zalety, nieśmiałości i odwagi. I że ta różnorodność nie musi odstraszać. Widzę też, jak ważne jest, by kimś być. To znaczy – ja wiem, nie każdy mnie polubi, że nie każdy polubi moje wady i zalety jako całość. Ale mogłabym wykształcić jednak jakieś cechy pro, bo inaczej z nikim nie złapię najmniejszego kontaktu. Prawie z nikim. Zauważyłam też, że ludzie gdy coś mówią, to często mówią bardzo dużo o sobie. Ten chłopak obok, poza dręczeniem pisarza, odezwał się do dziewczyny, która studiuje kryminologię „uważaj na siebie”, a ta dziewczyna wciąż powtarzała „szczerze mówiąc…” i używała trudniejszych słów. Mnie jej osobowość jakoś zupełnie nie pasuje, ale to nie znaczy, że jest nieudana albo że ja jestem nieudana. Jeden chłopak, który ma bardzo dziwną twarz i który kiedyś powiedział mi, że nie umie się skupiać w szkole, dziś wszem i wobec ogłaszał, że dane opowiadanie jest dobre, bo nie trzeba myśleć. To jest bardzo ważne, co ludzie mówią nie mówiąc, bo oni właśnie tego chcą i to jest klucz do nich. Nieświadomie pewnie każdy używa tych kluczy.

No dobrze. A teraz co ja muszę jeszcze dziś zrobić, hę? Dziś daję sobie wolne i luz. Dziś zrobię sobie herbatę, zrobię coś miłego, może obejrzę film albo coś w ten deseń i jutro rano zerknę dopiero w zeszyt od zajęć numer dwa. Dziś przygotowałam się po łacinie do zajęć numer jeden!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pomocny blog.

15 sty

Ten blog jest niezwykle pomocny! Dziś/wczoraj wprawdzie ominęłam kilka ważnych zajęć, ale wyrwałam się z marazmu i spędziłam dzień zupełnie pracowicie i kreatywnie. Pomiędzy myślami o sobie, studiach, chłopaku, przyjemnościach i dręczącym poczuciu, że wciąż nie umiem dojść do prawdy, pomyślałam, że znalazłabym sobie pracę fizyczną. Praca – wiadomo – nuda, wysiłek i beznadzieja. Ale jak fizyczna, to i kondycja poprawi się, i nie będę musiała myśleć abstrakcyjnie (co za dużo – to… za dużo). Ale nie wiem, na razie nic nie przychodzi mi do głowy. Muszę nad tym jeszcze pomyśleć. Ale jak najszybciej! Tymczasem jest bardzo późna noc, mój pokój jest pełen śmieci, brudów i chaosu, a ja zrobiłam małe pranie i pomyłam tyle naczyń, ile weszło na suszarkę (akurat nie moje, więc liczy się do dobrych uczynków). Co muszę dziś zrobić? Nic. Tylko same miłe rzeczy. A jutro?

Jutro jest super. To znaczy zobaczymy, ale cieszę się na jutro, jak kiedyś się cieszyłam na jutro, gdy miałam osiem lat i jutro był piątek, a w piątek było mało lekcji, basen i popcorn za 65 groszy. A jutro-jutro jest środa, jest mało zajęć, są łyżwy i warsztaty! Zamierzam egoistycznie spędzić czas między łaciną a warsztatami, po prostu jeżdżąc na łyżwach. A po warsztatach może też. Łyżwy razy milion! A na warsztatach będzie pisarzopoeta, którym będę mogła się szczycić i który może coś powie o moich rymowankach. Dawno się nie cieszyłam z takich rzeczy, nie tak wprost. Dziwne uczucie.

Za to przed łaciną muszę zająć się łaciną. A dokładniej odrobić lekcje. Ach – i pomyśleć, czy nie iść na dyżur przed warsztatami. Poza tym muszę ogarnąć tekst na pierwsze zajęcia czwartkowe i popatrzeć, co było na drugich czwartkowych. Dobrejnocy!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tak się boję!

14 sty

Wczoraj skończyłam ćwiczenia dla cudzoziemców, mając w głowie myśl, że to naprawdę ostatnia szansa. Dlatego nie jestem z siebie w pełni dumna, bo działała bardziej adrenalina niż ja. Przy oddawaniu ich okazało się jednak, że czas miałam do końca roku i że są za krótkie, ale zaliczyłam to. Pani profesor nie wstawiła mi żadnej oceny, więc domyślam się, że to tylko 3. No trudno, sama mówiła, że to jakaś abstrakcja, żebyśmy robili te ćwiczenia nie znając realiów zawodu glottodydaktyka. Komentarz był łatwy, ale wymyślenie realistycznych ćwiczeń na aspekt dla kogoś, kto pierwsze słyszał, było strasznie trudne! Skąd cudzoziemiec ma wiedzieć, co odłączyć w wyrazach ,,zmajstrować” albo „rozwiązać”, nie znając tych słów? Nie mam zamiaru tego poprawiać.

Tymczasem – jestem w strasznym dole ziejącym ciemnością. Pogubiłam się niesamowicie i ze strachu ząb uderza o ząb. Dziś od rana dzień mija w miarę pracowicie, ale w sposób naturalny – napisałam krótkie opowiadanie, wychodząc od śmiesznego dialogu, który pojawił się w mojej głowie przy śniadaniu. Nie poszłam na trzy pierwsze wykłady, czego strasznie żałuję. Ale nie żałuję napisania opowiadania. Przeczucie mówiło wyraźnie, żebym zamknęła ryj i szła, ale zostałam… no cóż. Teraz się boję różnych rzeczy typu że mój chłopak pomyśli, że jestem okropnie leniwa i kręcę i że ma mnie dosyć. No cóż. Albo tego, że nie żyję własnym życiem, zeżre mnie poczucie winy i będę żyła życiem innych. Brzmi jak wymyślony problem, ale naprawdę tak potrafię, jak się nie skupię i jasno nie pomyślę, czego ja  naprawdę chcę i czego się naprawdę boję. Wtedy strach sam wyłazi i działa zamiast mnie. No. Przynajmniej to nazwałam. A teraz – plan.

Najpierw – ile mam czasu. Dwie godziny do wyjścia.

Teraz – co muszę zrobić? Przygotować się na dwoje zajęć. Pierwsze to informacja naukowa i nie wiem, co właściwie muszę zrobić, drugie to gramatyka i wiem, że muszę poczytać podręcznik. No to informacja. Idę szukać notatek. Znalazłam, ale za mało. Na razie wiem tyle, że muszę schować do torby książkę, zaznaczywszy uprzednio jakieś fragmenty. Zrobię to teraz. Jest takim grubasem, że wezmę dziś plecak. Zrobiłam to. Jestem z siebie dumna, bo obiecałam publicznie, że to zrobię i dotrzymałam słowa. Co jeszcze muszę zrobić? Jeszcze znaleźć jakieś informacje o Żeromskim, ale nie pamiętam, jakie i nie wiem, gdzie notatki. I jeszcze coś, co jakiś dobry duch napisał mi na karteczce gdy się akurat spóźniłam na zajęcia. Zgubiłam tę karteczkę. Zaczynam poszukiwania. To cud. Karteczka jest. Teraz notatki o Żeromskim. Nie ma. Smutno mi. Ale pamiętam mniej więcej, co już odkryłam. Że rękopis „Syzyfowych prac” może być w bibliotece Narodowej, Jagiellońskiej, w muzeum im. Mickiewicza albo w którymś z muzeów Żeromskiego. I że w muzeach chyba właśnie nie.  Ale odkrycie. I teraz się dowiaduję, że muszę jeszcze wiedzieć, kto, gdzie i kiedy pierwszy wydał te „Syzyfowe prace”. A to akurat dużo prostsze, to akurat było chyba w „Dawnych pisarzach polskich” i chyba w różnych bibliografiach też. To zrobię w bibliotece w kilka minut. Ale ten rękopis!

Najśmieszniej byłoby olać wszystko i iść na łyżwy, hi hi. Ale dziś nie pójdę. Za dużo zobowiązań. Szkoda. Jutro za to czemu nie? Nawet obok warsztatów jest lodowisko za darmo! No to co teraz? Teraz wpięłam karteczkę do zeszytu! Co teraz? Teraz poszukam w internecie tych rękopisów, może coś znajdę. Szukam i nic. Przed świętami szukałam w BUW-ie kilka godzin. Ja wiem, że źle szukam, to po prostu syzyfowa praca. Kolejne minuty na grzebaniu w internecie i powoli dochodzę do przekonania, że niczego tu nie znajdę. Upewniłam się tylko, że nie ma tego w Konstancinie, Nałęczowie ani w Kielcach. Jako główni kandydaci pozostają muzeum Mickiewicza i dwie wielkie biblioteki. Trzeba będzie chyba spytać wprost w muzeum literatury i poszukać spisu rękopisów tych dwóch bibliotek. Może spytam o to profesora po zajęciach.

Tymczasem koniec czasu i trzeba wychodzić, tylko muszę spakować parę rzeczy i huzia na Józia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień.

13 sty

„O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?”

Jaki uroczy rymowany Brzechwa, nieprawdaż?

Prawdaż, i co z tego?

Jestem takim leniem jak ten z wierszyka, jeśli nie gorszym, bo nie chce mi się iść ostrzyc. Muszę dziś już koniecznie zrobić ćwiczenia dla cudzoziemców, a nadal nie wiem, jak do tego się zabrać. Paraliżuje mnie strach przed dyżurem, bo już sto milionów lat po terminie. Chciałam iść na ten dyżur już z ćwiczeniami, bez to nie ma szans żebym się odważyła. Postanowiłam wreszcie pomyśleć spokojnie, czego nie wiem i rozwikłać ten problem na piśmie, bo w głowie tylko wciąż ktoś (coś) mi krzyczy: ,,Nie umiem, nie umiem, i tak już po terminie, jestem skończona! Ta pani chyba jest bardzo niechętna złym studentkom!”

Co muszę zrobić? Ze strzępków informacji wynika, że 4-5 ćwiczeń pod jakąś kategorię gramatyczną, plus czytanka, plus komentarz.

Po pierwsze – ile mam czasu? Trzy godziny od teraz do wyjścia. Po drugie najpierw szybko muszę załatwić jeszcze dwie rzeczy na poczcie, które też niemiłosiernie odkładam. No świetnie, jednej rzeczy nie zrobię, bo brakuje mi kasy. Mogłabym poprosić mamę, ale się boję. A druga rzecz? Zrobiona, oczywiście zbyt długo się tym zajmowałam, ale zrobiona. Jeszcze ponad dwie godziny. Jak ten czas jest przeze mnie paskudnie marnowany, gdy tak go mało. Co znaczy osiemdziesiąt lat wobec nieskończoności?

A teraz – czego nie wiem? Nie wiem, czy na pewno chodzi o ,,kategorię gramatyczną”. Sprawdzę jeszcze w jednym miejscu z możliwymi notatkami. Nic tam nie ma, ale wiem, że mówiła pani profesor na wykładzie, np. o aspektach i stronie biernej. Czy to kategorie gramatyczne? Wikipedia:

Można wyróżnić kategorie gramatyczne:

  • imienne, czyli odnoszące się do rodziny rzeczownika, takie jak liczba, rodzaj, przypadek,
  • werbalne, czyli odnoszące się do rodziny czasownika, takie jak czas, osoba, aspekt, tryb, strona.

Ale nie, nie wiem, bo mówili też o tym, no… o fonetyce, że robili ćwiczenia na wymowę i ta pani profesor się cieszyła z nich. A to przecież nie kategoria gramatyczna!

Dyżur o 18.

Normalna osoba by zapytała dokładniej kogoś o to, ale ja ledwo przed wykładem ważyłam podopytywać się kilka minut dziewczynę, która kiedyś w BUW-ie spytała mnie, którędy do łazienki.

No to powiedzmy, że zrobię o aspekcie. To przecież tak samo-przez-się nasuwające i mega-proste! Idę po herbatę albo po cokolwiek, byle się jeszcze chwilkę polenić.

Herbata się robi. Muszę bardzo się rozpisać w komentarzu. To idealne miejsce na lanie wody i wymyślanie sobie kompetencji. Mam już herbatę, ale pojawia się śliska brzydka trudność – wśród par aspektowych są różne niuanse i nie wiem, czy je uwzględnić!

Horror, tragedia, zbulwersowanie i stres! Mam ochotę pograć w literaki w ramach ucieczki. Co za słabeuszowski schemat, którym posługuję się od tylu lat!

Ale mam na szczęście pismo, mam miejsce, gdzie mogę się skupić, właśnie to. Zatem: co to w ogóle za niuanse? Wikipedia:

Ze względu na aspekt wyróżnia się w językach słowiańskich trzy grupy czasowników:

  1. czasowniki dokonane (występujące tylko w aspekcie dokonanym) – np. polskie skoczyćprzeczytać;
  2. czasowniki niedokonane (występujące tylko w aspekcie niedokonanym) – np. polskie skakaćczytać;
  3. czasowniki dwuaspektowe (występujące w aspekcie dokonanym i niedokonanym) – np. polskie aresztować.

Wyróżnia się ponadto czasowniki jednoaspektowe, a więc takie czasowniki niedokonane lub dokonane, które nie mają odpowiedników o przeciwnym aspekcie. Przykładem takiego czasownika w języku polskim jest czasownik jąć („zacząć”, „rozpocząć”).

Czyli że niuanse to te czasowniki dwuaspektowe albo jednoaspektowe. Jednoaspektowy to jeszcze, np. ,,mknąć”. To myślę sobie, że to można w tych ćwiczeniach podać w ramach ciekawostki i tylko tak to uwzględnić. Tylko kolejna trudność: czy to wszystkie niuanse? Musiałabym przeczytać cały artykuł wikipediowy i tak zrobię, choć ochota na literaki rośnie niesłychanie.

O nie!

 Dokładne opisanie różnicy między aspektem dokonanym a niedokonanym jest bardzo trudne. Polacy intuicyjnie rozumieją tę różnicę, ponieważ aspekt jest jedną z podstawowych kategorii w ich języku ojczystym. Sprawia ona za to ogromne trudności cudzoziemcom uczącym się któregoś z języków słowiańskich.

O dziwo – i nie zawaham się tego odnotować – po kilku chwilach nad artykułem zaczęłam odczuwać przyjemność ze skupienia.

Tak sobie myślę, żeby wziąć kilka naprawdę prostych, bo innych nie objaśnię. Innym niuansem jest to, że czasami niedokonane czasowniki są przekształconymi dokonanymi, np. ,,dopierać”. I znów ochota na literaki, wręcz zabójcza. Teraz rozumiem już, czemu tak to odkładałam. Odzwyczajona ostatnio od wysiłku, męczę się straszliwie. Ale to minie.

Ważne, że nie da się złożyć aspektu dokonanego ze złożonym czasem przyszłym. Głowa mnie boli, to groteskowe, no błagam.

Poza tym (Wikipedia):

Następujące formy tworzone są jedynie przez czasowniki niedokonane:

  • imiesłów przysłówkowy współczesny – pisząc;
  • imiesłów czynny (przymiotnikowy) – piszący;
  • czas teraźniejszy – pisze.

Jedna forma może być tworzona tylko do czasowników dokonanych, a mianowicie:

  • imiesłów przysłówkowy uprzedni – napisawszy.

A to ciekawostka na koniec! (Wikipedia):

Istnieją także języki, które nie znają kategorii czasu, znają za to kategorię aspektu (na ogół wyrażaną środkami gramatycznymi). Klasycznym przykładem jest tu biblijny język hebrajski, w którym występują aspekt dokonany i niedokonany.

Robię sobie przerwę!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii