RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

Chmurne, chmurne, chmurne chmury…

21 cze

Przyszłam tu, żeby ogarnąć senny łeb. Bo teraz jestem w bibliotece, ładne to miejsce.  Ale nade mną, nad szklanym dachem – ciemne chmury. Ach, schować się w chmurze i znaleźć tam ścieżkę, a na końcu ścieżki las, a w lesie polankę, na polance zarośla, a w zaroślach zioła. Zerwałabym je i wrzuciła do kotła, a potem wypiła i od tego momentu byłabym dzielna i kochana.

No  albo chociaż żeby nie było tak pochmurno i bezlitośnie tutaj.

No cóż – ale nie po to tu przyszłam. Siedzę w tej bibliotece. Jestem po lekturze dwóch artykułów, jeden długi, drugi krótki. Poza tym mam dużo własnych doświadczeń. I na tej podstawie TERAZ mam napisać pracę na WOK. Teraz. No ale spokojnie – teraz oznacza teraz i za pięć minut, i za godzinę, ale na pewno – nie za pięć godzin! No i ja nic nie wiem. Nie wiem, czego chcę od tej pracy, wyczerpała się na dziś moja zdolność… pracy właśnie. A muszę to szybko zrobić, bo będzie klęska.

No i co mam zrobić? Otworzyłam plik w podróbce Worda. Teraz przydałby się tytuł i plan. Tytuł niechcący mam, bo napisałam do Pawła sms, o czym chcę pisać. No to go przepiszę z tego smsa. ,,Rola i działanie małych wspólnot religijnych we współczesnym polskim Kościele katolickim”. Przekleiłam go tu sobie, ale planu tu nie będę chyba robić. Chyba to jest ryba. To chyba jest ryba. Bo chyba to ryba. Stop.

No to plan. Jak mam zrobić plan? W gimnazjum lepiej sobie radziłam, ale tam było polecenie klarowne i rozbudowane, a tu tylko ,,Napisz pracę związaną w jakimś stopniu z WOKiem”. No i co teraz? Sama muszę se wymyślić to polecenie… No ale jak? Co ja chcę zrobić? Co mam zrobić w tej pracy? Opisać rolę i sposób działania… a może tylko rolę…? Muszę się zastanowić. Rolę. Stanowczo rolę. No to inny tytuł może. Rola małych wspólnot religijnych w rozwoju współczesnego Kościoła katolickiego w Polsce. No to mamy konkret. Ale to brzmi tak straszliwie nieciekawie. No ale jest ciekawe. Ale czy zawiera wszystko, co chcę przekazać? Chcę jeszcze gadać o samym funkcjonowaniu takich grup, porównać nawet kilka. Czy to musi być w tytule? Co jest głównym celem…? No chcę ogólnie omówić… hm…

To straszne! Chcę… odpowiedzieć na kilka prostych pytań: ale czy chcę? Nie chcę. W sumie to wolę się gdzieś schować. Jeszcze niedawno wierzyłam, że umiem zbudować cokolwiek, a teraz kompletnie straciłam tę pewność. Byłam, jestem i będę… ech. Ale jest termin. To znaczy po terminie i to grubo.

a) Jaka jest rola małych wspólnot? Zastanawiające, że autorzy artykułów przekazali dużo, nie zagłębiając się zbytnio w historię. Może akurat nie było potrzeby? Dla konkretnych osób, dla Kościoła i dla całego polskiego społeczeństwa.

b) Jak konkretnie wygląda sposób działania takich wspólnot? Na przykładach.

Czyli tytuł:  Rola i sposób działania małych wspólnot religijnych w polskim współczesnym Kościele katolickim.

No to mam plan. Chcę zbadać rolę i sposób działania. Teraz może już bez planu bardziej szczegółowego niż powyżej zacznę pisać. Jasne. No muszę się rozpędzić i… chyba jednak się przyda plan szczegółowy. Zrobię go w podróbce Worda. Jeju, kiedyś, w gimnazjum, to było takie naturalne, a teraz, na polonistyce, wyszłam z wprawy! Ale to dlatego, że mało piszemy, a dużo gadamy. A jak piszemy, to samą gramatykę, przynajmniej przez większość czasu. No ale muszę wrócić niestety właśnie do czasów gimnazjum. Plan chyba nie może być zbyt skomplikowany, więc studia nic nie zmieniają. Wstęp, rozwinięcie, zakończenie.

No to mam mniej więcej plan szczegółowy i teraz by się przydało zacząć pisać. Start.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ale akcje.

03 cze

Ja ostatnio bardzo się narażam światu i sobie… bardzo! Powinnam już mieć uczniów na korki, powinnam lepiej wypaść na konferencji, powinnam być bardziej pracowita na co dzień, powinnam… choćby dla siebie, bo to okropne jest nie żyć. Nie mówiąc o tych ,,drugich”. Niezależnie od sytuacji, wciąż chcę dbać najmocniej o siebie. Ale nie martwcie się, także na mnie to chyba najmocniej się odbija. Żyję sobie, często przyjemnie, ale do czasu! Żyję sobie, praktycznie samotnie i w ciągłym prawie niepokoju…

Dziś na basenie zabawna akcja. Zabawna kiedyś, bo na razie się tym martwię. Facet mówi: No, przez miesiąc się w ogóle nie pokazywałaś. Cały październik. Ja: No bo ten październik… On: Przepraszam, marzec. No i potem patrzał tak, że podejrzliwość widać by było z kilometra, no… A ja tak z automatu złapałam nazwę, bo chciałam się od razu szybko tłumaczyć. I gdyby nie drugi facet obok, który mnie uratował, to bym w-f miała może niezaliczony. Jednej dziewczynie nie zaliczyli, a jej rodzice się rozwodzili i przez miesiąc mieszkała we Wrocławiu.

No ale cóż – mam szansę! Muszę tylko chodzić we wtorki i czwartki o 10.30 do końca świata… znaczy chyba do końca sesji. Cieszę się nawet dlatego, że lubię ten w-f, a nie chodziłam, bo raz się przesiliłam, zabolało mnie serce, zbadałam się i nie chciało mi się zanieść wyników badań do sprawdzenia. A teraz nic nie boli. To była hipochondria!

No ale spokój. Mam dobry humor, bo ludzie dziś ze mną gadali normalnie. Zawsze wtedy przez jakiś czas mam dobry humor. I to taka dziewczyna, z którą chciałam się zaznajomić od dawna. Ale cóż, skoro potem i tak od niej uciekałam, nawet gdy nieoczekiwanie spotkałam ją w bibliotece… już tak mam i mam nadzieję, że to w końcu wyleczę. Pracuję nad tym…

No i co dalej? Ja nie wiem, ja się boję. Łał, dostałam maila, że ten… no! Że z takiego mocno obawianego przedmiotu mam mieć 3. To dobrze, bo bałam się, że nie zaliczę. Jeszcze jutro jest z tego dyżur o… 11.30, sala 35. I na jutro trza wysłać pracę, to ją w nocy może napiszę.

I jutro trza załatwić łacinę, więc w nocy się może (!!!) wykuję. Gdzie dyżur? O której? 16-17, s. 110 w IFK.

I co jeszcze? Niby 6.06 miałam pisać GOJP I, a potem niby że nie trzeba. Trzeba by i tak chyba przyjść i może się wykuć… (…)

I co dalej? To chyba… jeszcze praca z romantyzmu. Wpisy do indeksu. A potem już tylko egzaminy.

Ale rok! No i co jeszcze? Na razie nic mi nie przychodzi do głowy. Muszę jakoś to wszystko ogarnąć. Chciałabym więcej pracować, a nie umiem. No nie umiem, naprawdę. Mogłabym spróbować… Chciałabym chociaż robić więc rzeczy, które obiecałam i robić je solidnie i na czas. No i co dziś? Teraz wiem – teraz ten romantyzm niby. Teraz mam okazję, żeby wreszcie ten. Żeby wreszcie wygładzić pracę i podać źródła. Nic w niej odkrywczego, nic nowego, szkoda… nic już nie wymyślę. Bo w BUW-ie jestem.

Dobra, mam szczęście, nie mam przy sobie tej pracy, coby ją teraz poprawiać. to co zrobię? Ojej, to jutro to muszę zrobić… szkoda. Ale dziś zacznę już tę pracę na diachron, żeby nie w nocy całą.  I coś jeszcze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii