RSS
 

Ale akcje.

03 cze

Ja ostatnio bardzo się narażam światu i sobie… bardzo! Powinnam już mieć uczniów na korki, powinnam lepiej wypaść na konferencji, powinnam być bardziej pracowita na co dzień, powinnam… choćby dla siebie, bo to okropne jest nie żyć. Nie mówiąc o tych ,,drugich”. Niezależnie od sytuacji, wciąż chcę dbać najmocniej o siebie. Ale nie martwcie się, także na mnie to chyba najmocniej się odbija. Żyję sobie, często przyjemnie, ale do czasu! Żyję sobie, praktycznie samotnie i w ciągłym prawie niepokoju…

Dziś na basenie zabawna akcja. Zabawna kiedyś, bo na razie się tym martwię. Facet mówi: No, przez miesiąc się w ogóle nie pokazywałaś. Cały październik. Ja: No bo ten październik… On: Przepraszam, marzec. No i potem patrzał tak, że podejrzliwość widać by było z kilometra, no… A ja tak z automatu złapałam nazwę, bo chciałam się od razu szybko tłumaczyć. I gdyby nie drugi facet obok, który mnie uratował, to bym w-f miała może niezaliczony. Jednej dziewczynie nie zaliczyli, a jej rodzice się rozwodzili i przez miesiąc mieszkała we Wrocławiu.

No ale cóż – mam szansę! Muszę tylko chodzić we wtorki i czwartki o 10.30 do końca świata… znaczy chyba do końca sesji. Cieszę się nawet dlatego, że lubię ten w-f, a nie chodziłam, bo raz się przesiliłam, zabolało mnie serce, zbadałam się i nie chciało mi się zanieść wyników badań do sprawdzenia. A teraz nic nie boli. To była hipochondria!

No ale spokój. Mam dobry humor, bo ludzie dziś ze mną gadali normalnie. Zawsze wtedy przez jakiś czas mam dobry humor. I to taka dziewczyna, z którą chciałam się zaznajomić od dawna. Ale cóż, skoro potem i tak od niej uciekałam, nawet gdy nieoczekiwanie spotkałam ją w bibliotece… już tak mam i mam nadzieję, że to w końcu wyleczę. Pracuję nad tym…

No i co dalej? Ja nie wiem, ja się boję. Łał, dostałam maila, że ten… no! Że z takiego mocno obawianego przedmiotu mam mieć 3. To dobrze, bo bałam się, że nie zaliczę. Jeszcze jutro jest z tego dyżur o… 11.30, sala 35. I na jutro trza wysłać pracę, to ją w nocy może napiszę.

I jutro trza załatwić łacinę, więc w nocy się może (!!!) wykuję. Gdzie dyżur? O której? 16-17, s. 110 w IFK.

I co jeszcze? Niby 6.06 miałam pisać GOJP I, a potem niby że nie trzeba. Trzeba by i tak chyba przyjść i może się wykuć… (…)

I co dalej? To chyba… jeszcze praca z romantyzmu. Wpisy do indeksu. A potem już tylko egzaminy.

Ale rok! No i co jeszcze? Na razie nic mi nie przychodzi do głowy. Muszę jakoś to wszystko ogarnąć. Chciałabym więcej pracować, a nie umiem. No nie umiem, naprawdę. Mogłabym spróbować… Chciałabym chociaż robić więc rzeczy, które obiecałam i robić je solidnie i na czas. No i co dziś? Teraz wiem – teraz ten romantyzm niby. Teraz mam okazję, żeby wreszcie ten. Żeby wreszcie wygładzić pracę i podać źródła. Nic w niej odkrywczego, nic nowego, szkoda… nic już nie wymyślę. Bo w BUW-ie jestem.

Dobra, mam szczęście, nie mam przy sobie tej pracy, coby ją teraz poprawiać. to co zrobię? Ojej, to jutro to muszę zrobić… szkoda. Ale dziś zacznę już tę pracę na diachron, żeby nie w nocy całą.  I coś jeszcze.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz