RSS
 

Archiwum - Luty, 2015

Era z musu?

05 lut

Okazało się niespodziewanie, ze nie mam dwóch dni na dokończenie papierkowej roboty. Mam jeden dzień, a dokładniej kilka godzin. A czemu tak się okazało? Bo jadę na rekolekcje dziś w nocy, a myślałam, że jutro w nocy.

I co teraz? Teraz mam już jedną opinię, a muszę mieć wykaz średniej i zaświadczenie o byciu studentką. Jestem na wydziale. Zrobię to teraz i wrócę.

Zajęło to miłej pani kilka minut i już mam zaświadczenie o średniej i o byciu studentką w jednym. Potrzebuję jeszcze drugiej opinii, ale profesor na razie nie odpisuje. Widziałam, że ma dziś dyżur, mam nadzieję, że napisze przed lub w trakcie…

A poza tym muszę tylko wybrać uczelnie, przygotować plany ramowe i ten… no… i list motywacyjny. Jeśli profesor przyjdzie o 15:45, to mam jeszcze 2 godziny i 45 minut, ale jestem w nerwach, że coś z profesorem nie wypali. Nie wiem, w której sali ma być, nie ma tego w necie.

Ach – i jeszcze formularz zgłoszeniowy! I obietnica doniesienia certyfikatu z niemieckiego.

Boję się bardzo. Umknęłabym w muzykę i herbatę, ale nie można.

Formularz mam niemalże wypełniony. Przydałoby się donieść dyplomy, ale nie wzięłam ich tu ze sobą niestety. Załatwiłam to tak: Załącznik – ,,Deklaracja dostarczenia certyfikatów znajomości odpowiednich języków i dyplomów za osiągnięcia”.

O tak. A teraz muszę wybrać uczelnie. Boję się, chciałabym herbatę i muzykę. Blisko laski mnie rozpraszają, bo gadają o jakimś egzaminie głośno, powtarzają. Gdyby to było o piłce nożnej albo o meblach, albo o trudnych naukach, to bym się MOŻE wyłączyła, ale one mówią o ciekawych rzeczach. Profesor się wczepił w ich gadanie, ale niestety tylko na moment się uciszyły. Trudno, trzeba tak.

To co teraz? Uczelnie. Nic trudnego, ale się boję. Jak zrobię to szybko, może zdążę pojechać po dyplomy.

Jakie one są głośne i denerwujące! Nawet jak mówią o rzeczach nieciekawych. Co za typy… Co za typy! Jedna zaczęła normalnie krzyczeć. Chyba wyjdę z siebie i wyjęta z siebie je zamorduję. Nie mogę ich słuchać. Nie mogę. Co za bzdury gadają.

Nie mogę, poszukam miejsca w bibliotece…

Właśnie miałam iść, ale one NA SZCZĘŚCIE poszły.

Biorę każdą uczelnię z umowy i patrzę, gdzie leży na mapie Niemiec, czy blisko Warszawy. Chciałabym jeździć do domu raz na dwa tygodnie jakimś nędznym kosztem. Muszę już zacząć zbierać kasę. Czemu tak? Bo Paweł i Kasia, i Ania. To tylko ok. 10 godzin drogi…

Dobrze, to Kolonia albo Meinz. albo Postdam.

No i teraz te plany ramowe… jeszcze prawie dwie godziny.

O nie, jeszcze ok. 1,5 h, a nie mam wciąż planów… nie wiem,jak je znajdę!

Błąkam się po tych stronach i nic. Wszystko po germańsku, a ja zapomniałam, zresztą nie mam jeszcze B2.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

NIe ogarniam.

04 lut

No nie ogarniam. Czemu wszyscy ludzie są bardziej super. Może dlatego, że nie chcą wciąż czasu dla siebie, ale dają go sprawom i ludziom. No bo wysłałam trzy maile do profesorów z prośbą o opinię. Wszystkich lubię i wszyscy się zgodzili. Myślę, że zgodziliby się, nawet gdyby oni mnie nie lubili. Każdy odpowiedział na swój sposób, co jeszcze muszę zrobić, żeby taką opinię dostać. No i ogólnie to zaraz kończy mi się czas na myślenie. Nie wiem, boję się.

Ale spokojnie. Chodzi o to, że nie wiem wciąż, dokąd jechać. Zabawne, prawda? A muszę wiedzieć, czemu chcę tam jechać. Myślałam, że Rzym, ale teraz nie wiem. Chyba już musi zostać Rzym, bo napisałam, że Włochy jednemu z profesorów. Musiałabym nauczyć się włoskiego. No i mogę podać kilka uczelni i próbować. Ewentualnie jeszcze Wielka Brytania, bo tam potrzebny tylko B2 z angielskiego, a od dwóch dni mam B2. We Włoszech trzeba umieć włoski. Ja nie umiem ani trochę, ale wystarczy A2 lub B1, poszłabym na intensywne lektoraty, a potem doniosła zaświadczenie. A może Niemcy? Byłabym tam, gdzie mama Pawła, co za ironia… B1 z niemieckiego da się załatwić. Ich kann Deutsch sprechen. W każdym razie chodzi mi o kraj, gdzie jest inna kultura i gdzie mogłabym ponaumiać się poezji innej niż polska, dołączyć do polskiej poezji spojrzenie na nią z boku. Bo o tym będę pisać magisterkę.

Co za egoisssstka ze mnie. Ale zawsze mogę zmienić zdanie. Porzuciłbym na całe pół roku, a przynajmniej na 5 miesięcy, Pawła i Kasię. No a poza tym Anię-siostrę.  Paweł już zapowiedział, że się na to nie godzi. Kasia powiedziała, że by umarła. Nie powiem – jest to do pewnego stopnia miłe, ale zaraz za tym stopniem – NIEZNOŚNE! Zwłaszcza że też bym umarła na ich miejscu… inaczej zawsze ma ten, co odjeżdża, od tych, których zostawia. On ma mnóstwo nowości, które go zajmą, nowe problemy, oni – nadal oczekują jego dawnego wsparcia w tym samym życiu, jakie on na chwilę zostawił. No i Paweł może naprawdę mnie rzuci. Boję się. Ale przekora się włącza w tym samym momencie co strach.

W każdym razie wybrałam już trzy państwa. Teraz muszę wysłać maile z odpowiedziami i uzasadnieniami.

I co teraz? Chyba napiszę te maile. No trudno, od tego trzeba zacząć. Poszłabym dziś na dyżur jednego pana, mojego promotora, co odbędzie się za… hm… za… dwie i pół godziny. Na razie nie mogę się ruszać, bo w łazience jest pan Piotr-hydraulik, a tylko ja jestem w domu poza nim. I może się uda coś jeszcze załatwić dziś. Potrzebuję jeszcze zaświadczenia, że mam angielski B2 i zaświadczenia, że jestem studentką. I zaświadczenia o średniej. Ania wróciła! No cóż, to ja wyjdę do BUW-u.

To jednak nie Ania, więc zostaję. I co? I spokojnie poodpisuję. ,,Trzeba wannę wywalić.” Co…? Kto za to zapłaci? My? To tragedia.

I jeszcze list motywacyjny i ramowe plany studiów.

I co teraz? Teraz pan Piotr pójdzie. Nie pójdzie, idzie do samochodu po coś. Boże… i co teraz?

Teraz trzeba odpisać przede wszystkim na wszystkie pytania profesorów. Pani od staropolski pyta, do kiedy to muszę mieć. Na pojutrze. Co za wstyd, no ale jak ja miałabym to zrobić wcześniej? Jak zawsze uciekałam od powyższych myśli, czekając, aż samo się załatwi. Ech…

Pierwszy mail poszedł. Teraz drugi trzeba. Poszedł. Na koniec najtrudniejszy, bo trudne pytania i szczegółowe! Poszedł. Teraz powinnam opracować te plany.

I powinnam, co też mi się nie uśmiecha, zdobyć info, że umiem inglisz. Ale to chyba niekoniecznie, to można donieść! Ale chyba mniej punktów się ma… no cóż… hm… ale i tak trza umieć włoski na B1. Łał, nauczę się włoskiego! A czy nie lepiej do Niemiec? Bliżej i tam Leid – pieśń. Tak bardzo bliżej, że bym sobie przyjeżdżała często. A tak to na weekend nie przyjadę, chyba że ten… chyba że… chyba że zajęcia tak będą, że piątek miałabym wolny. Wolny piątek… tak. I wtedy na dzień bym mogła i przyjechać. Albo przylecieć. Ech…

Niemcy byłyby lepsze. Ale już za późno. Boję się. Zresztą Włochy są najlepsze, tylko martwi mnie odległość.

No okej, teraz powiem b po tym a i… i co? I zadzwonię do sekcji toku studiów z pytaniem o ten… o zaświadczenie o byciu studentką i o średniej ocen. Dobra, z tym nie ma problemu. Wystarczy, jak jutro wpadnę. Ale że tak daleko… a Niemcy?

 

Dobra, wysłałam maile, że jednak Niemcy. Co za odwaga godna policzka. Boże.

I co teraz? Jednak nie Rzym? Jednak Niemcy? Czemu Niemcy? Nie wiem. Wiem. Tam romantyzm, tam poezja jako Leid. Boże.

I co teraz?

NIC.

Nic, powiadam. Mam pół godziny na napisanie opinii dla jednego z profesorów, ale umieram. Mam tosta z serem i szynką, i pomidorem na ciemnym chlebie – obiad. Miał być dla mamy, ale nie wzięła do pracy.

Dobra, to co teraz? Nic, powiadam. Szaleję. A co mam zrobić? Jeszcze muszę dowiedzieć się, skąd wziąć zaświadczenie o ang i wybrać uczelnie… niemieckie! Jeszcze będę w tym samym mieście, co mama Pawła! Mam 27 minut. Żrę tosta. Strach mnie zżera.

Będę tam gdzie Magdalena niemal!

Spokojnie. CO teraz?

Jeśli się dostanę.

Co teraz?

B2 z niemieckiego to poważna sprawa. B1 mniej poważna. Czy poważyć się na B2? Czy chodzić pilnie na lektoraty? TAK.

Okej, czuję się już lekko jak piórko, zwłaszcza że Kasia nie gniewa się, że wyskoczyły mi znikąd korki , na które ponoć się umawiałam i musiałyśmy zmienić plany na dziś.

Mam 23 minuty.

Chce mi się pić.

Zrobię herbatę.

Aaach, ja nie mam B2 z angielskiego! Dopiero będzie egzamin ustny! Zdążyłam się w ostatniej chwili zapisać. Na razie mam tylko pisemny zdany. Ustny najgorszy… ja nie umiem… muszę ćwiczyć…

No dobra – to co teraz? Łał, ja lubię od zawsze niemiecki! Zapomniałam już o tym! Mimo że trochę twardo brzmi i mimo że nasuwa straszne skojarzenia, to przecież zawsze wydawał mi się śpiewny! Łał! Ale jestem podniecona!

Mam 10 minut…

Mam 7 minut.

Ogarnął mnie dziwny spokój… dlaczego? Może dlatego, że i tak nie zdążę? Ale zdążę przecież. Ciekawe, jakie są tanie połączenia miedzy Niemcami a Polską. CZY są. Może choć raz na miesiąc albo dwa razy na miesiąc? Tak bym chciała… Albo raz na tydzień lub raz na dwa, zależnie od okoliczności.

5 minut.

Mapa Niemiec.

4 minuty.

2 minuty…

Nie wiem, dokąd do Niemiec chcę jechać. Muszę napisać bardzo ogólną opinię, trudno. Raczej na pewno nie Berlin, jakoś nie…

Mam Worda. Opinia… może jest wzrór w necie?

Jedna minuta.

,,xxx skorzysta w pełni z wyjazdu do Niemiec. Jej zainteresowania badawcze dotyczące śpiewności poezji polskiej XX wieku będą mogły zostać znacznie poszerzone dzięki styczności z poezją i językiem innego narodu.

Studentka wykazuje się dużą energicznością. Uczestniczyła w wielu warsztatach i festiwalach literackich, a na jednym z nich – Famie – zdobyła nagrodę im. Mariana Redwana. Jest też dociekliwą słuchaczką mojego seminarium – ,,Polska poezja XX wieku”.”

Na szybko mam tylko tyle… co jeszcze może być? CO jeszcze??

Już trzeba iść…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Era

03 lut

http://www.unibo.it/en/teaching/degree-programmes/study-plan/2014/0973

http://www.unibo.it/en/teaching/degree-programmes?corsiper=exchange

http://www.unibo.it/en/teaching/degree-programmes/programme/2014/0970

http://www.polon.uw.edu.pl/komunikaty

Oczywiście do 6.02 trzeba złożyć dokumenty :) Hihi, nic nie mam :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wsiąkłam

02 lut

… w internet. W youtube A mam 15 minut do korepetycji. Nie ogarnę się.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii