RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2015

Jak źle.

26 lip

Tylko przez godzinę dwadzieścia byłam dzikim Tygryskiem (lubię być Tygryskiem, bardziej niż Puchatkiem), a potem zeszłam na przerwę i była burza. Lało, lało. Poszłam do Kasi. Kasia dała miskę leczo (porcja dla mężczyzny po robotach przy kopaniu rowów) i wypiłyśmy razem trzy piwa ,,Zacne”. I śpiewałyśmy przy dźwiękach gitary jak szalone. A jutro o 11 mecz koszykówki. A potem może puchacenie i dostanę mniejszą pensję, bo dziś nie wyszło. A potem, potem… ten… Potem kościół. I potem chałupa i potem sen…s…u… brak? bruk? burak? nie… wiem…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kasa, kasa.

25 lip

W niedzielę wypłata i spodziewam się 300-400 zł, zależy na ile hojnie szef policzy półgodziny. No i dostałam już 25 zł za pierwszy dzień. Więc łącznie za tydzień zebrałabym właśnie coś koło 400 zł. To dużo, jak na pracę dorywczą, ale mi mało, zwłaszcza że mamy przejściowe problemy finansowe. Więc szukam sposobu, żeby zarobić z 10 razy więcej. Ale, jak podkreślają różni mądrzy ludzie, nie mogę zaniedbać studiów. Więc jak robię? Nie wiem, wszystko staje na głowie, możliwe że nie będę mogła pisać nocą bloga ani oglądać śniadań u Tiffany’ego. Bardzo mi z tym źle! To jest totalna klęska, ale niby trzeba oszczędzać prąd. I co ja biedna zrobię? No co? Nie mogę nocami spać, więc jak? Mogłabym, np. znaleźć jakieś tanie i ciche źródło oświetlenia i pisać na papierze przez noce. Albo zmienić jakoś tryb pracy na dzienny. Ale już tyle razy próbuję, tyle osób mi groziło, tyle straszyło, tyle kusiło, tyle namawiało, tak bardzo, bardzo się starałam i ZAWSZE coś nie wychodzi. No i co robić? Jestem kompletnie zagubiona w tej nowej sytuacji…

A zaraz trzeba iść, a jeszcze muszę umyć naczynia, spakować legitymację, klucze, komórkę, kanapkę/i i wodę i się przebrać. Już zaraz trza ruszyć. (Jak najdalej stąd.). Co robić? Jak wrócę, to będzie koło 22 i będę musiała wziąć prysznic i się położyć! Co za totalne nieporozumienie. Nie umiem się pozbyć dzikiego strachu przed konfrontacją. Leżeć i udawać, że śpię! A naprawdę po cichu pisać po papierze. To bardzo nieładnie, ale na nic innego się raczej nie zdobędę. Będę se świecić komórką, mało chyba prądu żre. Pisać i może czytać o tym komunizmie dalej. A rano, o 11, jest mecz koszykówki niby.

Zapomniałam, że jestem głodna, muszę jeszcze zjeść przed wyjściem. Cześć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jest 00:34.

25 lip

Paweł napisał w smsie, że nie siedź długo. No niestety, jak na Pawła już jest długo. Jak na mnie jest jeszcze średnio. A i tak będzie długo, bo dziś wstałam po 12, więc nie chce mi się spać. A jak wstałam, to powoooli zjadłam patelnię pełną racuchów z dżemem i wypiłam (też powoooli) kawę z mlekiem i z cukrem. Następnie pomaleńku zmyłam naczynia, podlałam fiołki i powaliłam się na łóżko z książką o komunizmie. Czytałam baaaaardzo wooolno, bo wciąż się zamyślałam albo odpisywałam Pawłowi. A potem już trzeba było biegać po domu w poszukiwaniu rzeczy i biec na autobus. I dziś byłam Tygryskiem. Moim zadaniem było rozśmieszanie dzieci. Bałam się, że nie dam rady wytrzymać 5 godzin z dwiema przerwami po 20 minut, ale było dosyć chłodno, więc mogłam skakać co chwilka. To dopiero piąty dzień, a już czuję się bardziej odporna na różne gatunki dzieci. Tygryska się ciąga z ogon (czasami tak, że robi obrót wokół własnej osi), ale zamiast czuć się napastowana, próbuję uwierzyć, że to nadal zabawa. Zresztą może po prostu dziś było więcej grzecznych dzieci. Niektóre po prostu się tulą, a inne przybijają piątkę. A najczęściej ich rodzice chcą zrobić zdjęcie. Kostium Tygryska jest wygodniejszy od puchatkowego, tyle że prawie nic nie widać i trudno oddychać, jak się nie podnosi lekko ręką głowy. Dlatego większość czasu Tygrysek musiał podpierać podbródek i macać dzieci na oślep. Najprzyjemniej jest, jak się ludzie śmieją.

W drodze do domu uznałam, że obejrzę film! I wybrałam ,,Śniadanie u Tiffany’ego”. To był trafny wybór. Zastanawiam się, kto pierwszy wymyślił te tradycyjne sceny typu bieganie po mieście i robienie głupich rzeczy, walka o miłość w deszczu i całowanie w deszczu. Może życie? W każdym razie, mimo że aż za prosto to wszystko się potoczyło (a może nie? ale raczej tak), to ja się… utożsamiam… troszkę. Pewnie dużo dziewczyn się troszkę utożsamia, skoro film ma wzięcie. I ja płakałam, gdy płakała ta idealnie wypielęgnowana istotka.

No i można uznać, że to taki idealny wakacyjny dzień pracy, ale nie uznam, bo wciąż się martwię wieloma sprawami, które mnie przygniatają i nie pozwalają się radować wolnością. Jest 1:00. Nie wiem, jak pójdę zaparzyć meliskę, jak się umyję i jak zrobię łoże. Jak się położę? Z książką o komunizmie? Nie chcę. Nie usnę. Chcę myśleć o filmie. A może wypiję dwie meliski: jedną teraz, drugą po myciu? A może coś napiszę? Opowiadanie? Może jutro będę o pisaniu myśleć?

Mam meliskę. Ona się parzy ok. 10 minut, a jest 1:08. No i ten mężczyzna z filmu był pisarzem, i pisał, i go wydawali. Też bym tak chciała. Na razie tylko jedno opowiadanie mi doceniono albo dwa. Ale ja bym chciała, żeby bardzo doceniali dużo moich opowiadań. Na razie ja ich nie doceniam. No i on był tym pisarzem, i se mieszkał na górze, nad Holly. I mu jakaś elegancka, starsza, chyba mężatka płaciła za seks. Co za okropne życie. Co on w sobie miał, że na to poszedł? Dlaczego? No ale próbował pisać i mu kompletnie nie szło, może dlatego, że życie go nie kręciło, więc co miał pisać? Nie kręciło go może nawet tak, żeby mieć melancholijną wenę. Miał tylko ,,dziką chandrę”, podobnie jak Holly. (I że niby dopiero siebie potrzebowali, żeby to zmienić, dopiero miłości niby potrzebowali, żeby się zmienić. To na wyrost, bo przez to te filmy uczą postępowania ludzi chorych psychicznie, którzy w rodzinnym domu i w młodości wczesnej nie umieli się wychować, a muszą na gwałt się zmieniać jako dorośli, a tylko na filmach to idzie tak gładko chyba…). No i on pokochał niby nagle tę Holly i się starał o nią, a ona mu uległa, gdy on wykrzyczał jej, co nią kieruje. I złapała tego kota, i się całowali z kotem.

Jest 1:17. czas wyjąć torebkę pełną suszonej meliski. Już. A Holly była dzika i JEMU to niby nie przeszkadzało, tyle że chciał z nią być i ją kochać. No ale ja tego nie widzę. Nie rozumiem, kim on był, że mu to nie przeszkadzało. Ale w sumie ona była ładnie dzika. Tylko że będą musieli wypracować sposoby na to, żeby nie gubiła tych kluczy. Niby jakie? Że na smyczy je będzie nosiła? Czy to jedyna opcja, żeby ją zaakceptować? On jej nie będzie zmieniać? A może zrobią mieszkanie na kot albo wynajmą kogoś do środka? Nie stać ich. No i co oni zrobią? Jak żyć? Ona zrobiła sobie mnóstwo kompletów, żeby udawać przed kimś innym, że nie gubi kluczy. Ale wtedy ktoś się może włamie. Nie wiem, jak oni sobie poradzą. Biedni ludzie. Ile tam talerzy będzie zaraz stłuczonych? Pewnie się rozwiodą kilka lat po ślubie, a dziecko zostanie przy matce. Potem do siebie wrócą, ale pełni żalu, a potem będą zgorzkniali do końca swoich dni, bo tylko im się wydawało, że to miłość, a to był głód i błyskotki to były. Biedactwa kochane. Nic im nie wyjdzie.

Z DRUGIEJ STRONY niektóre dzieci, przybiegające do Puchatka, są tulne i miłe. To świadczy o tym być może, że ich domy są zdrowe i pełne miłości. Jest taka szansa. ALE JAK NIKŁA!

No ale ona nie umie inaczej. Pewnie Z MIŁOŚCI będzie próbowała tych kluczy nie gubić, ale pewnie nadal będzie je gubiła. I co on wtedy zrobi? Jak jest mądry, to może… NIE. Zawsze będą w rodzinie głupie kłótnie o to, że druga strona nie jest zgodna z ideałem. Nie znam innych sytuacji. Wszędzie kłótnie. To lepiej już się zakopać. Albo ustalić, że nie kłócimy się i myślimy. Ale ta druga strona zawsze będzie myślała, że ta pierwsza może i powinna się zmienić. To już lepiej się zakopać. Dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jest dzień.

23 lip

Jest 12.07, a ja niedawno wstałam, bo wczoraj nie mogłam usnąć do… do trzeciej? Nie pamiętam. Mimo zmęczenia i senności. A tera jest dzień i nie pamiętam, biedna, na którą miałam dziś iść puchacić. Na 15 lub na 16. A okropnie się wstydzę spytać. Co więc czynić? Może… hm… może pojadę już na 15 i poczytam na miejscu książkę w razie czego? ALE szef dał mi taką maleńką torebkę i zasugerował, żeby tylko ją brać do Puchatka, a tam się książka nie zmieści… To może pojadę wcześniej i… i co? I POMYŚLĘ O WSZYSTKIM. Nie wiem, czy to dobry plan. Mogę wgrać se na komórkę jakiś audiobook w razie czego. Może tak zrobię, może zadzwonię i spytam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maruda, maruda, tak każdy na mnie woła…

23 lip

Już trzeci raz, gdy jestem Puchatkiem. Tym razem trzy godziny stania i 25 minut przerwy. No i nóżki bolą, zwłaszcza wnętrza stóp, i serce pobolewa. Czy mam się martwić? Pot leci, jakby chciał i mógł, a dzieci w większości kochane. Raz takie małe japońskie czy chińskie maluchy machały z dala, a potem dwa razy japoński chłopiec przybiegł się przytulić. Mija pół godziny (a może mniej), ja się odwracam, a tam… TE JAPOŃSKIE DZIECI.

Co do eseju – UFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFF, mam termin do 11 sierpnia gdzieś, CO ZA ULGA, CO ZA ULGA. Ja spać przez ten esej nie mogę już wiele nocy.

Jaki dziki wpis! No i… i tak mnie za dużo martwi, żeby ot tak usnąć. Ale esej był NAJGORSZY. No to tylko umyć naaaa…. tylko iść spać. Ale umyć sięęę z potu trzeba. Eeeeech.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Także no…

21 lip

No bo jest 1:32. To ja jutro ten esej, no…

A w ogóle strasznie nieasertywna jestem.

I niesilnowolna.

Jutro wstać o 8? Jutro najpierw mam być gdzie? U hostess. Na ulicy BAGNO. A tymczasem…  co?

Nie wiem. Może choć ten grafik.

No to jutro tego… jutro powiem, że mam ogólnie czas do końca tygodnia (w weekend nie). A potem znów cały tydzień, tyle że bez poniedziałku. No i że muszę w to wcisnąć jeszcze praktyki! Jak to się uda – nie wiem. Życie to dziiiicz! Dziiiiiicz. Dzicz. Dzicz.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Puchatkowa robotka.

20 lip

To było piękne. Trochę przerażające, bardzo dzikie, ale przede wszystkim jednak piękne. W tle leciała cudowna muzyka, bo grał na gitarze i śpiewał jakiś młody talent. A ja, w wielkim, puchatym kostiumie, mogłam tańczyć wśród ludzi i nikogo to nie dziwiło. Przy piosence, którą bardzo lubię, poczułam że mogę wszystko, jakbym była na dzikiej imprezie. A przy tym byłam w miejscu, gdzie chodzą inni. Niesamowite. Ten koleś od gitarki był naprawdę dobry.

Dzieci różne – raz śmiałe i tulne, raz nieśmiałe i strachliwe, raz pełne chęci do zabawy, RAZ agresywne (na kwadrans straciłam wtedy pewność siebie). Szef mniej ,,nie podskoczysz” niż przez telefon. Może z pięć lat starszy ode mnie. Zaczął już potem mówić mi na ,,ty”, bo to było naturalne, a ja się wstydziłam, bo to ja.

Jakie dzieci są tulne! W większości właśnie takie, ewentualnie ostrożne. Jakie to dobre, że dzieci takie są chętne do kochania. To dobrze świadczy o ich rodzinach. Niektóre musiałam trzymać na łapkach i już wiem, że nawet bardzo małe dzieci są ciężkie. Z jednym radosnym dzieciakiem grałam w jakąś nową wersję łapek.

Ogólnie trochę tylko męcząco było, bo dziś było stania 1 h i 20 min i przyjemny chłodek na zewnątrz. A i tak się bardzo spociłam. Kostium leciutki, ale może nieźle przygrzać. Facet powiedział, że mam się przespać z decyzją i jutro dać mu znać, czy chcę pracować też w weekend całe dni chyba i popołudniami też. Jasne, że chcę. Szkoda tylko, że nie będzie raczej już tego kolesia od gitarki, bo mistrzowski dał występ.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Puchatek, stalinizm i sandałki.

20 lip

No to o Puchatku na spokojnie zaraz pomyślę, jak skończę tę notkę.

A stalinizm? No to może spróbuję znaleźć książkę najkrócej mówiącą o problemie, ew. skończę reszcie rozdział z jednej.

A buty? No to byłam w dwóch sklepach i w obu były same paskudy niewygodne albo brzydkie (albo i to, i to). Ale przynajmniej tanie. Gdzie jeszcze znajdę tanie, ale ładne i wygodne? Kasia powiedziała, że na Wiatracznej znalazła takie. A kiedy bym tam pojechała? Może przed Puchatkiem? Ale to bym musiała już za godzinę wypełznąć. Albo za mniej.  Spytałam Kasię i odkryłam, że proponuje mi huśtawki dziś wieczorem. To super pomysł. Ale czy wyrobię się z esejem? No to czekam na odpowiedź i zakładam, że dziś już MUSZĘ ten esej napisać i KROPKA. No i dobrze byłoby schuść z kostiumem Puchatka, tak dla zdrowia i dla wyglądu modelki… Ale esej! No to najwyżej pojadę i w drodze będę czytała. I zapiszę sobie numer do sekretariatu w razie co może?

Dobra, już wszystko wiem (poza praktykami). To teraz pojadę po buty, bo w trekkingach mnie nie wezmą na pewno do hostess. Muszę wyglądać jak rodzaj żeński.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Za dużo pracy?

20 lip

No to teraz przegięli pałę ci pracodawcy, a ja się zmagam z nowymi lękami. No nie mogę, no. No wariuję, no.

No bo jest tak, że dziś o 18 mam spotkanie w sprawie miśka.

Łał, właśnie patrzyłam na moje fejsbrukowe wydarzenie o meczu, a tam już zgłoszone Kasia i Karolina (ale Karolina się niestety nie pali do gry, bardziej do kibicowania i sędziowania) i myślę se: ,,no, ale przydałby się jakiś chłopak jeszcze, a nie że same dziewczyny”, a w tym momencie pojawia się chłopak Karoliny. Super! Pawła pytałam, czy chciałby, ale Paweł nie lubi koszykówki. To nie w jego stylu być dzikusem na boisku wśród podobnych dzikusów. To w moim stylu. Kocham koszykówkę od czasu obejrzenia ,,Kosmicznego meczu” gdzieś w przedszkolu.

No w każdym razie mam o 18 spotkanie w sprawie miśka, a tymczasem trójka pracodawców pyta, czy chcę u nich pracować albo być na rozmowie o pracę. A jest 13.45. A odpowiadałam wszystkim rozpaczliwe ,,oddzwonię, oddzwonię!” . I co teraz?

No to jedna z tych ofert to rozkładanie towaru w dużym sklepie. Niby czarna robota, ale ten towar to byłyby zeszyty, długopisy, pióra… czyli wszystko co najlepsze i najmilsze. Pewnie by na mnie ktoś krzyczał, ale już olać to, miałabym sojusznika w postaci zeszytów, piór, ołówków… W godzinach 6-14 i na nocki, ale ja bym nie chciała nocek raczej, tylko 6-14.

Druga robota to rozdawanie ulotek o kształceniu policealnym. Nawet lubię rozdawać ulotki, robiłam to już kilka razy przy różnych okazjach. No i kształcenie policealne to coś, pod czym mogę się podpisać. Tylko pewnie mało płacą, muszę się upewnić. I to by było jakoś w ciągu dnia, ale na pewno nie na 6.

Trzecia praceńka to bycie ,,hostessą lub ambasadorką” i dopiero bym miała iść jutro na rozmowę o pracę. Już raz byłam na rozmowie o pracę hostessy i laska patrzyła na mnie z najgłębszą pogardą, a ja byłam ubrana w sandały trekkingowe i jakąś nędzną bluzkę i chyba miałam wczorajsze włosy i byłam bez makijażu (jakbym zwykle miała makijaż…). Tym razem bym może była w innych butach, o ile znajdę dziś jakieś, a przecież nie mam czasu. I w spódnicy albo w sukience, ale do tego trzeba innych butów. I może nawet w lekkim makijażu.

No i co robić? Karolina radzi, żeby brać Puchatka i hostessy, a resztę se odpuścić. A ja nie wiem. Bo… no nie wiem. Chcę się dobrze czuć, a czy będę się dobrze czuć, jako jakaś hostessa? Czy nie każą mi włożyć dekoltu do kolan? Pewnie dobrze płacą, ale boję się, że mnie ubiorą jak… jak kogoś, kto ma tylko ciało. No i kto weźmie hostessę, która waży tyle, co Bridget Jones najczęściej w trzeciej części dziennika? Hostessy są najczęściej smukłe niczym modelki i z makijażem idealnym. Ale chyba dobrze płacą.

Ale nadal nie wiem co robić, a jest 14.03.  14.06. No i co? Nie wiem. Nie wiem, poważnie. Nie wiem. Nie mam pojęcia. I jeszcze praktyki. A pani nie pisze. Nie wiem. Wariuję.

No to może oleję wszystko i pójdę na ulotki, bo to znane? Towar rozkładałabym chyba tylko jutro i pojutrze. Ulotki można wybrać kiedy. A misiek ponoć tylko wieczorami. Więc całe dni miałabym ,,wolne”, bo praktyki i licencjat. Na szczęście licencjat chyba też w sierpniu można pisać…? Nie wiem. Muszę w końcu odezwać się do promotora. No i napisać esej!

A hostessy? No i co robić? No to może umówię się na rozmowę o pracę u hostess na jutro, spytam, czy mogę rozkładać towar tylko jeden raz (po co mi dwa razy z tak czarną robotą, nawet jeśli tam są zeszyty?) i spytam, czy mogę rozdawać ulotki od pojutrza? Tak zrobię… Ale czy wstanę na 6? Czy wstanę o 4.30? Przecież ja o tej porze zasypiam, jeśli dobrze mi pójdzie. To może na noc jednak?

No to jak? To chyba na noc… Może też więcej zapłacą? Nie wiem. Nie wiem, jaka stawka, bo nie pamiętam. No to jak? To jutro byłabym u hostess, a pojutrze na ulotkach. A jak odezwie się pani z praktyk, to powiem, jak jest, co wolne jest, co nie. Czuję, że napiera na mnie WSZYSTKO. No to jak robię? To rozkład towaru nocą? Nie, jednak wolę w dzień. Płacą 8-9 na rękę. A ulotki ile płacą? Nie widzę, ale pewnie niedużo. A hostessy nie pamiętam ile. A może jutro do ulotek i pojutrze, a towar oleję? A do hostess na inny dzień na rozmowę? Ale może się nie dać. Nie wiem nic już.

Dobra, umówiłam się na rozmowę u hostess na jutro na 9.30. To teraz dzwonię do ulotek. Umówiłam się na rozmowę o 10.30. To teraz zadzwonię chyba do rozkładania towaru i odmówię. Odmówiłam. No trudno. W sumie bardzo szkoda, ale… ale ile można brać jednocześnie? No to chyba powinnam teraz czuć spokój? Nie czuję spokoju. Ale trochę mniej niepokoju. Jeśli u hostess zasiedzę się za długo, to nie zdążę na drugą rozmowę, ale mam dobry dojazd metrem i takie rozmowy chyba nigdy długo nie trwają (byłam na dwóch) i zaczynają się raczej o czasie (tak, nadal byłam tylko na dwóch). No i co dalej?

I jutro byśmy ustalali mój grafik. No i co z tego? To pomyślę o tym wieczorem, po Puchatku. Już wszystko poza tym ustalone. To po Puchatku pomyślę o grafiku. Ale co z praktykami? No co? Pani nie pisze. Mówiła, że w nagłych sprawach mogę dzwonić do sekretariatu. I o co bym spytała? O to, kiedy mogę przyleźć. Ale spytałam o to w mailu. Może nie doszedł? Tak bardzo się boję tej rozmowy. Ale lepiej to załatwić teraz, bo to jest najważniejsze, bo chodzi o zaliczenie roku. No to jak?

No to Puchatek nie liczy się, bo on i tak wieczorami. Ale praktyki mają pierwszeństwo przed ulotkami i hostessami. Jak je załatwić? Muszę odbębnić 20 godzin teraz i 20 w sierpniu. Może napiszę drugiego maila. Wysłałam. Teraz już czekam na odpowiedź, a o 16 może zadzwonię. A tymczasem doprawię kawę mlekiem i cukrem i pomyślę o… o Puchatku i o eseju głupim, ciągnącym się…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Spomiędzy dzikości.

20 lip

Pomiędzy lękiem a strachem bez wyraźnych i jasnych uzasadnień poczytuję ,,Dziennik Bridget Jones”, część 3. Właśnie byłam wzruszona jakimś fragmentem tej demoralizującej, feminizującej, banalnej lektury i pomyślałam o wydarzeniu z tego fragmentu ,,To cud!”, gdy jakaś inna ja odparła: ,,Cud to by był, jakbym teraz napisała esej.”. Ten głupi esej, przez którego nie mogę w nocy spać, a którego wciąż nie mam.

Ale nie mogę przestać tkwić w świecie Jones. Pomyślałam, że co to w ogóle ma być, że najpierw ten Mark się nią opiekuje, potem jej własne dzieci się nią opiekują, w międzyczasie przyjaciele… teraz zaraz pewnie zaopiekuje się nią kolejny poważny mężczyzna, bo zaraz koniec książki… I nagle sobie uświadomiłam, że te wszystkie facety udają twardych, a naprawdę wręcz umierają z tęsknoty za kimś takim jak ona i za uczuciem, jakim ich obdarza. Za tym jej ciepłem, którego nigdzie indziej nie znajdą, a które tylko uwypukla jej nieporadność.

Pewnie to wszystko pic na wodę, bo ona jest zapewne chora psychicznie i skrzywiona, podobnie jak skrzywiony był Mark, który czuł się niekochany przez rodziców. I że niby ona i facety się idealnie uzupełniają, a tak naprawdę to chore i w normalnym świecie niemożliwe do pokojowego zaistnienia. A z drugiej strony – kto wie, może przesadzam. W końcu Jones miała rodziców, którzy się jakoś tam kochali, podobnie jak rodzice Marka. Może rzeczywiście się nawzajem i każde z osobna uleczyli?

A tymczasem za dwie godziny Paweł ma wstawać do roboty daleko stąd, a ja wciąż nie mam eseju i nawet nie usnęłam, mimo olbrzymiego zmęczenia bezsennością. Do tego pani od praktyk nie odpowiada, a na 18 jestem umówiona na godzinną próbę bycia Kubusiem Puchatkiem. To jest niczym wyjęte z dziennika Bridget. Może dlatego akurat ostatnio zaczęłam to czytać. Ciekawe, czy mi zapłaci za tę godzinę? Niczego nie ustaliłam, cały czas myślałam, że ustalimy na żywo WSZYSTKO. Ale serio się boję o esej. No to jak pani od praktyk nie odpisuje, to ja jutro może… wstanę i napiszę ten esej. A teraz spać, ale nie zasnę, bo boję się, że nie mam eseju. Ale już go nie napiszę, bo jestem zbyt zmęczona.

Wypiję melisę i spróbuję myśleć o przyjemnych rzeczach, może wyjdzie. I się nie bać. A tak bardzo się boję… W tej chwili głównie o esej, ale ogólnie o wszystko.

Ach – i chciałabym bardzo zrobić zupę pomidorową o konsystencji kremu, bo Kasia robiła i to było najpyszniejsze na świecie. A w lodówce jest dużo pomidorów. Ale kiedy ja to zrobię? Może jutro, jeśli wstanę i od razu napiszę esej… Ale jak to zrobić? No to najpierw trzeba zrobić łóżko (rzucić na koc poduszkę i kołdrę), potem wstawić wodę na melisę i zalać melisę, a potem się umyć i, popijając melisę, usnąć. Ale w sumie po co mi melisa? Jestem wystarczająco padnięta. No to spróbuję bez niej.

Ach – i zdobyłam się na śmiałość, i zaprosiłam na fejsbruku kilkoro znajomych na mecz koszykówki. Na razie, a minęło dużo godzin, zaznaczyła że idzie tylko Kasia. A Dominik odezwał się we wiadomości. Poza tym NIKT MNIE NIE LUBI.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii