RSS
 

Archiwum - Październik, 2015

Dzicz dzika bryka.

31 paź

Także no… umyłam senny łeb, teraz siedzę z ręcznikiem oplatającym moje kłęby. I nie wiem… mam niby dwa małe zadanka: odpisać pani od niemieckiego i odpisać Julii. Obu się boję, ale coraz wyraźniej widzę, jak głupi to strach. Cóż – zdarzają się dni, że się nie boję. Ale częściej się boję. Teraz się boję.

Więc zostawiam oba zadanka na wieczne potem. A tymczasem cóż? Wczoraj słuchałam syna Bacha – Emmanuela (wybrałam sobie jedno z jego kilku imion). Dziś se załączę jakiegoś innego dziada, a w międzyczasie chyba poczytam o człowieku bez właściwości. Chyba nigdy tej księgi nie skończę, ale tak ją cisnę chyba nie tylko ze względu na porządność studencką. Po prostu widzę w niej… siebie. A może i świat? Czuję, że ta księga pomaga mi się ogarnąć. Ktoś tam nazwał i wyśmiał moje lęki i niedomagania. I jeszcze próbuje je zrozumieć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

HAHAHAHAHAHA!

30 paź

Nici z Erasmusa już na pewno! Już po dniu 30.10. Już późny wieczór 30.10. Bardzo się cieszę. Już mnie nie będzie ta myśl chyba męczyła.

Muszę znaleźć legitymację studencką, muszę też odpisać pani od niemieckiego. To może znowu TERAZ, skoro potem tego nie zrobię? OJEJ, właśnie weszłam na maila, a tam – zapraszamy, aby się zgłaszać na praktyki za granicą w ramach Erasmusa. Ale spoko, przeczucie zabrania praktyk, przeczucie kazało studiować, nie pracować za granicą. HAHAHAHAHA!

Nie odpiszę teraz pani od niemieckiego. Boję się. Zamiast tego poczytam teraz dalej ,,Człowieka bez właściwości”, ale to zaraz.

Poza tym zaczynam poważnie myśleć, co robić, żeby być dobrą kobietą, dobrym człowiekiem, mądrym, skromnym człowiekiem. Chyba na razie nie po drodze mi do tego.

Zaczęłam bardziej uważać na to, co żrę, a bardziej – ile żrę. Teraz na kolację zjadłam mało. A miałam taki pyszny obiad – makaron z sosem ze słoika! Uwielbiam makaron z sosem. A na śniadanie sobie i Ani ugotowałam jaja. I wyszły tak płynne, że aż się bała Ania, że się otruje. Ja nie, dopóki nie zobaczyłam zupełnie surowego białka. To przez Anię zaczęłam tym razem uważać na żarcie. Ale czas najwyższy, bo życie z ponad 62 kg to niedobre życie dla mnie. Już zeszłam poniżej (61,9).

No poza tym – gierki. Gram w nie nadal. Plus Kapitan Pazur. Nie chcę już w nie grać. To żałosne. Co mam robić? Chyba zacznę od respektowania limitów, które sobie będę ustalać na bieżąco.

Poza tym – kasa. Teraz ile mam ja kasy? 40 zeta od mamy. Poza tym 100 zeta wisi mi koleżanka. Do tego mam mieć wypłatę chyba 220 zeta. To łącznie by było 360. Ciągle wisi nade mną kara w bibliotece i ciągle nie oddałam 110 zeta innej koleżance. Poza tym w listopadzie są urodziny Kasi. Jak jeszcze zdobędę kasę? Chyba korkami na razie. No i muszę wszem i wobec sobie ogłosić, że nie ma sensu wydawania kasy na, np. jedzenie poza domem, skoro mam tej kasy tak maleńko. Będę musiała oszczędzać.

Co jeszcze? Jeszcze trzeba pomyśleć, co muszę zrobić na studia na bieżąco. Ale to potem. Teraz może ten ,,Człowiek bez właściwości”. A w przerwie powinnam i naczynia zmyć, choć trochę. Ale dziś niczego nie umiem zrobić. I w przerwie też może Pazur. To zaczynam czytać.

Pomyłam. Ale jestem w ,,Człowieku…” na… 55 stronie! Co się dziwić – to jak jeden długi esej…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Źle się czuję.

29 paź

Erasmus nici. Dziwnie. Czy to strach, czy to leń, czy to naraz wszystko?

Przytyłam całkiem sporo. Ważę teraz ponad 62 kilo. Dlatego teraz jem wielkie, słodkie śniadanie. Najważniejsze jedzenie w dniu. Popijam herbatą z miodem, cytryną i imbirem, który owłosiał w lodówce (skąd ten proces?). Wczoraj Ania powiedziała, że mogłabym zacząć ćwiczyć, jeśli chcę wyglądać lepiej. Oczywiście się oburzyłam. No ale może zacznę, jak już ozdrowieję. Bo, po wnikliwym śledztwie, doszłam do wniosku, że rzeczywiście ostatnio nie mam żadnych ćwiczeń. A na magisterskich nie ma już w-FU. Może są gdzieś darmowe lub półdarmowe ćwiczenia? Będą lodowiska! Super! W domu niby też można. Chyba śniło mi się dziś, że ćwiczę.

Nie mam już tej koszmarnej pracy w escape-roomie. Muszę znaleźć legitymację i wysłać im zdjęcie. A jak nie znajdę, to zrobić duplikat. No i teraz mam czas. Mogę skupić się mocniej na nauce i poszukać uczniów na korki. A ewentualnie też zakręcić się przy firmach z cudzoziemcami.

O nie. Zapomniałam, że dziś miałam jechać na dyżur do pani od niemieckiego. Kretyństwo. Spałam w czasie tego dyżuru. Nie odpisałam nawet nauczycielce. Ale mi głupio. No ale trudno, nie mam zamiaru wpadać w rozpacz. Odpiszę tej pani… Ale teraz? Ojej. Tak, teraz. Bo potem na pewno nie. No dobra… Napisałam. Ale mi źle. Ale spoko. Nie będę wpadać w jakieś doły.

Tyle dzikustw w moim życiu. Na przykład dzwoni czasem kolega mojego przyjaciela (skomplikowana sprawa z tą przyjaźnią). No i on ponoć dzwoni tak do każdej dziewczyny, której ma numer. A ja nie odbieram. Ale skoro ma inne, to pal sześć, co ja się przejmuję.

Co jeszcze? Jeszcze dziś bym poczytała dalej tego ,,Człowieka bez właściwości”. Może już prędko, bez dumania nad każdą literką. A poza tym muszę skończyć z grami na fejsbuku, bo one pochłaniają więcej czasu, niż jakikolwiek odpoczynek.

Człowiek bez właściwości poświęca całą energię na szukanie swoich właściwości gdzieś na zewnątrz, stąd jego motanie się po świecie, biedaka. Ale chyba ludzie Z właściwościami też mają swoje właściwości przynajmniej częściowo z zewnątrz. Zaszczyty, uwagę innych… Człowiek bez właściwości chce głęboko coś znaczyć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co tu pisać?

27 paź

Życie ssie. Znaczy – moje myślenie. Znaczy – moje całe leniwe ja. Co tu jest do dodania. Ssie i tyle. Moje przeczucie mną kierują i to poprawnie, ale czasem są dziwnie sprzeczne, pomieszane… Dziś mówiły, żebym nie jechała 111. Wsiadłam, a tam kontrola. A ja zgubiłam legitymację z biletem. Ale uciekłam.

Z Erasmusem pokręciłam. Została tylko Florencja, ew. Niemcy (z moich ew. chceń). A ja w jakiejś dziczy żyję. Przeczucia krzyczą ,,jedź”. Rozsądek – tak i nie. Paweł – nie. A mi zostały trzy dni na dokumenty, decyzję… No i mam sprawdzić, do kiedy można składać papiery we Florencji, ale nie umiem tego znaleźć. Poza tym trzeba mieć A2 z włoskiego, a ja znam ledwie kilkanaście – kilkadziesiąt słów. Zajęcia są i chodzę. Koleżanki mam i dziwnie mi z tym, bo mają wady i ja mam wady. Głupio żyć wśród wad.

No to jeśli bardzo chcę na tego Erasmusa, to mogłabym spróbować (ale mam ochotę na grzane wino… ale nie mam kasy. A jedna koleżanka powiedziała, że ją zapraszam do kawiarni, nie zdołałam zaprzeczyć. Mam 6 zł na karcie i 10 zł w portfelu).

Ten Erasmus… nie chciałam trochę jechać, bo nie ma finansowania. A tu się okazuje, że może być finansowanie, że do końca roku zapadnie decyzja w tej sprawie. A ja wszelkimi łapami się bronię ze względu na Pawła, a trochę też Kasię. A to tylko pół roku.

No to jakbym naprawdę CHCIAŁA, to musiałabym się przygotować na upokorzenia i wysiłek. Dwie rzeczy, za którymi nie przepadam. Musiałabym iść na Oboźną, potem do dwóch profesorów na dyżur, potem do pani z dziekanatu, potem do biura współpracy z zagranicą.

A przed wszystkim – sprawdzić tę Florencję w necie. No a dziś się widzę z Kasią. Idziemy do trampolinowego parku. Potem wrócę i mogłabym tego… i w ogóle. Może sprawdzę dostępność profesorów.

Boję się, ten strach mnie zjada. Może go dziś wyskaczę. Wykicam.

Aaa, wszystko mnie boli… Ale było skocznie, zabawnie, przyjemnie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czemu niby nie?

23 paź

Piję sobie czarną  herbatkę z cukrem, pomarańczą, cytryną, imbirem i goździkami.

Nie poszłam dziś na wykłady. Trochę w strachu przed chorobą, bardziej z zaspania, którego nie planowałam i z lenistwa czy innego, pokrewnego dziada.

W głowie mi się przewraca, więc postaram się unormować se ten dzień, skoro już jestem sama i mogę wszystko, co chcę dziś. Piękne, ale trzeba potrafić z tego korzystać! Na razie czytałam już trochę na studia, co jest nie lada sukcesem. Niestety na tyle utożsamiłam się z opisywaną postacią, że nie umiem spojrzeć teraz na nią z dystansu. I nie wiem, po co autor opisał taką postać. Czy ma być symboliczna dla jego epoki? Zastanówmy się, bo to ważne. Postać ta jest (serio chcę to napisać?) skrajnie niemoralna, ale żyje w świecie samousprawiedliwiania się i ideałów. Czy to się zgadza z tendencją do opisywania postaci w tej powieści? Tak, zgadza się! W tej postaci jest pustka, podobna pustka do tej, jaką autor chce widzieć w ludziach w ogóle. Podobne rozdziesiętnienie osobowości! Ale czy pustka na pewno? Tak.  No i autor tę postać wywleka na wierzch i każe żyć. I te postaci się spotykają. Nie wiem, co jeszcze chcę tu napisać. Czuję, że coś pominęłam (śmiesznie tak uzewnętrzniać to, co niemal ciągle się dzieje w mojej główce). Człowiek bez właściwości człowiekiem nowej epoki. Dobrą książkę wybrała psorka. Ale czy tak naprawdę było w XX-leciu? Przecież początek kapitalizmu chyba jest nieco wcześniej? Czemu ja tego nie wiem? Przecież już w ,,Lalce” widać… Ale tam Staś, żeby być ,,kimś”, musiał zbliżyć się do arystokracji. A teraz już nie ma takiej opcji, teraz każdy może wszystko. Dużo możliwości. Nowa epoka. Czyli że niby to się zaczęło mniej więcej po I WŚ wg Musila. Ale Musil to nie Polak. Kto to? Austriak.

Ta niby nowoczesność. No ale pewnie w międzyczasie dokonały się inne przełomy. Ale on uważa ten przełom za największy – wytworzenie człowieka bez właściwości. Wytrworzenie. Ale tak tylko dumam, a on autor jest na tyle eseistyczny, że pewnie sam powie, jak duma. Ale on duma przez 4 tomy, a ja wciąż jestem na początku pierwszego.

Opisuje typy ludzkie. Wnikliwie. Takich pisarzy się ceni. Że potrafią nadać nazwę różnym zachowaniom, cechom, pragnieniom. Robi to raczej złośliwie, pesymistycznie.

Pytanie, czy on serio to widzi w ludziach, czy w ludziach, ale przede wszystkim w sobie. Sama forma tej książki albo oddaje osobowość autora albo, sprytnie, osobowość głównego bohatera. Może autor jest kimś zupełnie innym. A osobowość bohatera oddaje na pewno. Ostatnio ponoć w teorii literatury jest tendencja do uczepiania się biografii. Nawet na jednych ćwiczeniach wytworzyło się przez to błędne koło.

Jest 13:.34. Już trochę mniej czuję, że coś pominęłam. Muszę na pewno czytać dalej, choć, w moim tempie, nie skończę przed końcem roku akademickiego. Hm… tamta postać jednak ma szczególne rysy. Jak do tamtej postaci ma się poprzednia kobieca postać? Ta poprzednia wie, czego chce – jedzenia i uwagi. Czy ona ma właściwości? Może ma, podobnie jak ojciec bohatera. Ale kiepskie to właściwości. Wszystko puste i smutne. Czy naprawdę trzeba zawsze widzieć tylko różowo lub czarno?

Dobra, to co teraz? On gra instynktami. Ale co teraz? Teraz plan na dziś, zadania na dziś. Bo siedzę w mamałydze.

13:43.

A ja? Człowiek bez właściwości czy bez wartości? Jedno i drugie? Żadne? Ale ze nie nudziara.

No dobra. To plan. Ale jak to? Czy jest jakieś wyjście? Pogodzenie się z rolą społeczną i życiową i twórcze w niej trwanie? A może teraz się robi coś nowego? Teraz już nadchodzi epoka nowych właściwości? Epoka kameleonów?

Nie wiem. Plan jest taki (cudowne, że jest ten blog!): najpierw myję naczynia i sprzątam.

Pomyłam. Dziś były same wielkie gary, patelnie, pokrywy, deski, sitka… giganty wśród naczyń. Skąd tyle olbrzymów, z jakiej krainy? Chyba z krainy dwóch zup i spaghetti. Mama ugotowała dwie zupy, ja zrobiłam sos do spaghetti. Dobra, to teraz kolejne zajęcie: posprzątanie pokoju. Zebranie wszelkich śmieci, ubrań…

Zrobiłam to, zrobiłam! Posegregowanie rzeczy ważnych i nieważnych było tak bardzo trudne! Ale bez problemu wywalam już te nieważne. Co teraz? Przydałoby się zmienić pościel, ale to może jak już wstawię pranie. Więc teraz wstawię kolorowe pranie, a potem zdejmę z suszarki białe.

Mam czyste pranie w szafkach, piorące się – w pralce. Teraz bym starła kurze i odkurzyła.

Zrobiłam to, a pranie już się skończyło robić. Zaraz je powieszę, uprzednio zadzwoniwszy w jedno miejsce. Boję się! Nikt nie odbiera. Powieszę pranie i spr… odebrała kobieta. Była niemiła. Mówiła, że jestem powolna, bo tak późno się biorę do tego, co zaplanowałam. Nie będę się jej tłumaczyć. Najważniejsze, że chce mi pomóc to zrobić. Rzadko spotyka się aż tak niemiłych ludzi. W sumie to ciekawe.

Dobra, wieszam pranie i idę łapać kota.

Wróciłam z poszukiwań. Kota nie znalazłam. Trochę poczytałam Człowieka. Długo grałam w głupie fejsbrukowe gry. Teraz powinnam po pierwsze odpisać Kasi. Już, a długo się cackałam, bo odpowiedź zależała od planów na jutro, a ich nie mam sprecyzowanych. Nie miałam. Teraz już mam. No to teraz odniosę brudny talerz, sztućce, sól, papierki po śliwkach w czekoladzie. I zaparzę czystka. I zjem tran i witaminy. Gotowe, umyłam też inne naczynia. Teraz 22:18. Po kolejnej porcji głupich gier powinnam:

a) pomyśleć nad poniedziałkiem,

b) przygotować zadania na jutro dla Jarka,

c) pomyśleć nad całym tygodniem.

Ponad godzinę grałam, słuchając soundtracku z ,,Les Misérables”. Teraz zadania. No to co z tym poniedziałkiem? Bo Paweł ma wolne, a ja mam zajęcia. No i muszę się zastanowić, czy mogę na nie nie iść. No to najpierw sprawdzę, ile mam nieobecności. Włączyłam se soundtrack z ,,Fiddler on the roof”.

Nie byłam dwa razy. Z jednego razu mam zwolnienie lekarskie. Czyli jakby miałabym jeszcze opcję, żeby nie być. Ale robi się groźnie. No i nie wiem dalej. Mogę iść na 8 na jedne z tych trojga zajęć. Ale co z tego? Nie wiem jeszcze, co postanowię. Zapytam Pawła, czy ma opcję na inny dzień. Jeśli ma, to idę, jeśli nie – jeszcze pomyślę.

Teraz kwestia Jarka. A jest 23:43. No to trza przygotować zajęcia z rozprawki. Mam nadzieję, że mnie niczym nie zaskoczą, zwłaszcza gramatyką! Jedna laska z uniweru powiedziała, żeby przede wszystkim nauczyć Jarka typowych zwrotów używanych w rozprawce. A psorka, żeby nauczyć przede wszystkim argumentacji. I coś jeszcze, trzeba odkopać zeszyt. I że dyskusja uczy argumentacji. No ale już ćwiczyliśmy argumentowanie, Jarek w mig załapał, o co biega.

Zrobiliśmy też plan rozprawki wstępny. Mamy już kilka argumentów. No i teraz muszę zebrać do kupy typowe zwroty. I powiedzieć, że można je zbierać w grupy. I że ustawiać od najsilniejszego do najsłabszego lub według innego porządku. Wg mnie to może być porządek wątku myślowego, ale lepiej tego nie mówić.

Jestem senna. Mieliśmy temat rozprawki, że zdrowie jest dużą wartością (żal…). No i mamy kilka argumentów z literatury. Teraz trza poszukać w życiu. To poszukamy. I teraz muszę poszukać tych żal-typowych zwrotów i je druknąć.

Ale co jak już Jarek to napisze? To sprawdzi. A potem ja sprawdzę. A potem? Może utrwalimy nowe słownictwo, niczym na lekcji języka obcego. Jakieś ćwiczenie, żeby sprawdzić, czy pamięta. Choć lepiej to ćwiczyć na przykładach… To jeszcze pomyślę, teraz poszukam swojego zeszytu starego, bo tam mam PRZEPIĘKNE notatki z rozprawki, pamiętam. I piękne przykładowe rozprawki na piątki. Bo mnie pani lubiła. A ja lubiłam pisać.

Nie mogę znaleźć tych notatek… chyba tamten zeszyt poszedł papa. Mam tylko zeszyt z przykładowymi rozprawkami. Też się nada. Popatrzę na słownictwo.  Poszukam też w necie. A wszystko razem ładnie zgromadzę, ozdobnie druknę, żeby Jarek miał na stałe.

O nie, przeczytałam pierwszą rozprawkę i nie jest za dobra. Nie pokazałabym jej Jarkowi. Pisałam ją chyba na ostatnią chwilę. Ale czas wypisać słownictwo, ignorują senność.

Dobra, wydrukowałam słownictwo. No i co dalej? Mam prawdopodobnie całe dwie gadziny z Jarkiem! Jest 00:58. Idę po rumianek. Mam rumianek. Niedługo udam się spać. Ale co jeszcze z Jarkiem? Na razie odpocznę i ozdobię ładnie kartkę ze słownictwem. Głupia Agnieszka.

Mam spisane teraz też i druknięte tematy do dyskusji, ze 20. A na koniec możemy poćwiczyć słownictwo. Zobaczymy. Wiem! Będziemy tworzyć mini rozprawki, zaczniemy używać wyrażeń z drugiej kartki!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Umieram ze strachu.

21 paź

Stąd moja tutaj obecność tymrazowa!

Czemu umieram? Może dlatego, że żyję, a raczej żyć się staram. No i teraz jest 14:36. A o 15.45 powinnam wypełzać z chatynki, uprzednio wysuszywszy włosy.

Ale umieram ze strachu. Sukces, że wstałam i umyłam łeb. Czemu umieram ze strachu? Nie wiem. Zrobię klasyczne minimum. Zacznę od napisania jednego podania.

Mam to wydrukowane. Robię sobie teraz jajecznicę z cebulą i suchą krakowską kiełbasą, i serem, i papryką.

MNIAM.

Żrąc, czytałam se naprawdę dobry wstęp do fanfica. Wzruszyłam się, czytając. Niepojęte. To ten fanfic:

http://forum.mirriel.net/viewtopic.php?f=2&t=19056&sid=4a2e1826ba76884d7b7dcd9391050402

A teraz jest 15:09 (!!!), więc kolejne minimum – zacząć suszyć włosy, odszukać wiersze na zajęcia. Ojej. To po kolei – zacząć suszyć włosy. Dobra nasza, mam bus o 16:02, więc muszę wypełźć o 15: 57, bo do przystanu blisko. Więc lepiej. Dużo lepiej. Więc co teraz? Teraz jest 15:16. Skąd my to wszystko znamy? Ale jestem mało produktywna, rozpiera nie żałość i niechęć do siebie. No cóż.

Teraz znajdę wiersze na zajęcia. Znalazłam, druknęłam, zimno mi.

Teraz trochę posuszę włosy i z grubsza ogarnę porządek.

***

Udało się przeżyć ,,dzień”,  z radością witam samotność. Postanawiam dziś ogarnąć kwestię Erasmusa, najpierw jednak zjem tran, zrobię sobie rumianek i posprzątam w pokoju (trzeba w końcu), a także wstawię białe pranie. Hm… serio? Tak. No to jak? No to najpierw tran (no trudno), a potem porządek. A potem, w trakcie – pranie. A na końcu Erasmus i inne kwestie organizacyjne. Ale super byłoby prowadzić tego bloga z Italii…

ACH!

Dobra, pranie jest, ciut porządku też. Czas na przerwę na głupie fejsbukowe gry.

Długa ta przerwa niestety. Ale też zmyłam kupę naczyń. Teraz rozwieszę pranie, poczytam ,,Człowieka bez właściwości” i może usnę. Zajęcia na 11.30 na szczęście. Jest 2:04.

Powieszone, ale zdałam se sprawę, że miałam pomyśleć o Erasmusie… Erasmus dobry dziad. Ma się większą szansę na dobrą pracę, umie się lepiej język, mieszka się przy bazylice św. Piotra, poznaje się lit. pol. z innej perspektywy… Dużo, dużo zalet. Ale cóż z tego, podczas gdy jestem kobietą uwiązaną, związaną, zaprzysiężoną? Nie wiem. Bo jak chodzi o kasę, ufam, że zarobię. Są też rodzice i kredyty studenckie w razie czego.

Dobra, więc są i kwestie za, i przeciw. Ale muszę założyć, że jadę i pomyśleć, co trzeba by załatwić, o czym się jeszcze podowiadywać. Bo niby za tydzień trzeba by już mieć złożone papierzyska.

No to trzeba poczytać, ile by to kosztowało. Muszę znaleźć takowe wyznania w necie. Poza tym – jakie jeszcze dokumenty by trzeba mieć. Bo złożyłam papiery na Niemcy, ale błagam – Niemcy? Nie chcę.

No to tyle. Może dziś poszukam tych wyznań. Ale co tymczasem? Tymczasem jutro trzeba jechać po pieczątkę. Między 13:00 a 16:45 mam niby okno. To wtedy bym jechała. I jeszcze może udałoby mi się w tym czasie odebrać dyplom, podpisać umowę z UW i zostawić podanie. I trzeba druknąć drugie podanie. I napisać. Tylko do 12 można odbierać dyplomy. No to bym musiała tam być o 11. Bardzo kiepsko. No ale może się uda. Jest 2:29. No i zara druknę drugie podanie. Najpierw napiszę. Drukuje się. Mam to. No to jak z tymi wyznaniami o Era z musie?

Pierwsze opowieści:

http://www.edulandia.pl/edukacja/1,104170,7532399,Erasmus_we_Wloszech.html

Drugie opowieści:

http://www.goldenline.pl/grupy/Miasta_regiony/rzym/erasmus-w-rzymie-prosze-o-rade-i-dziekuje-z-gory,2244918/#b16c

Trzecie opowieści:

http://www.bwm.pollub.pl/pic/911.pdf

Po przeczytaniu starczy na dziś.

Albo nie. Wychodzi na to, że musiałabym mieć 1200 zł na samo mieszkanie, więc, doliczając jedzenie i resztę, powiedzmy, że ok. 2000 miesięcznie! To bardzo dużo. Byłabym tam 3-5 miesięcy, więc musiałabym mieć 6-10 tysięcy! To ogromna suma. 10 tysięcy… Może tata miał rację, może naprawdę się zniechęcę. Ale stop, to jest maksimum. A minimum? Na jedzenie i resztę, powiedzmy, 400 zeta, wyjazd na 3 miesiące, więc łącznie – 4 800. Też niemało. Ile ja sama zaoszczędzę? Niewiele.

Muszę znów rozkręcić korki. Może zacznę brać więcej za godzinę. Jakbym zarabiała 1500 miesięcznie (dajmy na to, wszelkimi sposobami, poza uwłaczającymi godności, zdrowiu itd.), to bym przez 4 miesiące zarobiła 6 tysięcy. No to mogę zacząć próbować, bo niby czemu nie? Moja przyszła wypłata z pracy, z której mnie planują wyrzucić (ech, ale to dobrze, bo nie lubiłam tej pracy) będzie wynosiła pewnie ok. 200 zł. Żałosne. Ale byłam tam kilka dni. I nie lubiłam tego. Korki są lepsze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzicz dzika.

19 paź

Noc się miesza z dniem, walą mi się na głowę ciężkie bryły ciemnego nieba.

Lenistwo mnie rozpiera i uśmierca z wolna. Dziś nie poszłam na zajęcia, choć swoją drogą nie czułam się dobrze. Jutro marzę o tym, by pójść. W tym celu powinnam wkrótce zbierać się do snu. Za jakie dwie gadziny. Uprzedzić wszystkich, żeby mnie nie budzili. Jeśli prześpię tę noc, to na pewno pójdę. A chcę iść, nie ma rady, żebym nie szła. Może się odczaruje ta dzicz bez wyjścia, celu, drogi, radości, nadziei, skutków, przyczyn…

Dziś pograłam se na gitarce, choć kiedyś marzyłam o innym instrumencie. Trudno. Może choć na gitarce cośkolwiek nauczę się grać, struna po strunie. Poza tym już nic, tyle że zajrzałam do jednej lekturki na studia. Jakie jutro zajęcia? Czworo zajęć. Najgorsze, najbardziej wymagające ćwiczenia z gramatyki historycznej języka. I w związku z nimi nie mogę zapomnieć zwolnienia sprzed tygodnia.

To teraz może jeszcze poczytam tamtą lekturkę, jest całkiem przyjemna. Może nawet sobie zrobię do niej rumianek/melisę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzicz.

18 paź

Nawet już nie wiem, które przeczucia czego dotyczą. W sumie to wygodne, przynajmniej nie jestem przez nie rozrywana. Nie wiem już też, co mnie martwi. Jestem sobie w lesie z mnóstwem ścieżek i sobie leżę, i tyle. Ot, taki nastrój.

Wczoraj od 10 do 22 byłam w mojej w miarę nowej pracy. Bardzo źle mi tam jest, mimo że sama idea tej pracy i sama fasada tejże pociągają mnie. Jednak nie umiem sobie poradzić z LUDŹMI. Jest to escape room. Ale ludzie tam pracujący tworzą paczkę i czuję się, jakbym wróciła do liceum, gdzie nie lubiłam i nie byłam lubiana.

A dziś od północy do teraz (18:41) leżę w łóżku. Wczoraj cały dzień bolała mnie głowa. Miałam momentami uczucie, jakbym już-już przewracała się pośród migren. Przespałam ze 12 godzin, nadal mi słabo i mdło. Mam tylko 37,2 stopnia, ale to trwa już długo. Jutro mam jakieś zajęcia nie na sam świt.

Na 11:30. Jak tylko zaczynam myśleć, zaczyna boleć mnie głowa. Nie umiem odnaleźć się w świecie decyzji i pracy. A to jest właśnie mój świat, nasz świat. Mama od rana krząta się po domu. Nie lubię tego. Zrobiła mnóstwo żarcia, teraz sprząta w pokoju mojej siostry. Tego też nie lubię. Same powinnyśmy sprzątać. Mój pokój to obecnie bagno, ale mam zamiar je ogarnąć, gdy będę świeża.

Co więcej? Jestem mega zadowolona, że mogę dziś leżeć. Najpierw czytałam ,,Drużynę Pierścienia”, potem kończyłam oglądać ,,Jedz, módl się, kochaj”, a przed chwilką obejrzałam film o tym, no… o smutnej dziewczynie, która nigdzie na świecie nie znajduje domu i jest przez wszystkich wykorzystywana i oszukiwana. Nie utożsamiam się, ale jest mi smutno przez ten film.

O, właśnie Paweł napisał. Myślę, że mu odpiszę. Odpisałam.

Trochę się ożywiłam. To może zdobędę się na pewien mikro-wysiłek i spróbuję napisać maila do prowadzącej seminarium, czy mogę dołączyć. The problem is, that nie umiem nawet siebie przekonać do tego seminarium. Coraz wyraźniej widzę, że wcale nie wyrwałam się z zardzewiałego problemu, jakim jest teoretyzowanie, brak działań i brak umiejętności decydowania. Kocham moje studia i lubię pracę, jaką jest udzielanie korków, a może i ogólnie – nauczanie –  ale nie umiem zdecydować się na temat magisterki. Gdybym umiała tę energię przeznaczyć na pisanie, nie na wybieranie, a… nie umiem!

No ale spróbuję STWORZYĆ tego maila, choć mam złe przeczucie, BYĆ MOŻE stąd, że sama nie wiem, jakie dawać argumenty. Ale spróbuję, zobaczymy, co z tego wyjdzie. A może nie dam żadnych argumentów? Albo powiem, że interesuje mnie tematyka, a na innym było be. O tak! Bo to prawda! Choć nie cała…

Cała prawda jest taka, że miałam przeczucie, żeby iść tam, przeczucie potwierdzone rozmową ze znajomą, która poleca tę prowadzącą na promotorkę i mówi, że interesuje się ona (prowadząca) staropolską. A ja też. Może to też napiszę? Nie wiem, głupia sprawa. Dobra, poszedł, ale mam złe przeczucia. W tej grupie nie ma już miejsc. Boli mnie serce z nerwów czy z innego bydlęcia. Coś jest bardzo nie tak, mam dopiero 23 lata.

Najgorszy jest wtorek. Mam na 8. Mimo starań mój tryb, nagle przywrócony do ogólnoludzkiej NORMY, znów się chwieje na wszystkie strony. Wstanie o 6.30 stało się niemożliwością. Powinnam przenieść te zajęcia z 8 na jakąś inną godzinę, ale, z tego co zauważyłam, raczej to niemożliwe. Nie umiem nawet wstać rano. Sprawia to, że czuję się żałośnie współczesna, komiczna i beznadziejna.

Ale mam inne zdolności. Może kiedyś i wstawanie do nich dołączy, gdy będę już naprawdę zmuszona (gdy będę musiała pracować na utrzymanie własne i może innych (!!!)).

Jak się nie uda, to spróbuję wstawać. Nie ma wyjścia.

Jak ja to zrobię?!!! I czemu ciągle źle się czuję?

Brałam mnóstwo witamin, ale mi się odechciało. Ale dopiero ze dwa dni nie biorę. Chyba do nich wrócę. Za oknem deszcz, ale nie czuć już jesieni. Mogłaby być każda pora roku, bo jest ciemno i nic nie widać.

Tymczasem, poza wtorkiem i poza seminarium, poza niemieckim także co mam do załatwienia, zrobienia?

1. Założyć wreszcie tę firmę korepetytorską, żeby działać na czysto.

2. Znaleźć pracę w firmie, która uczy cudzoziemców BĄDŹ w firmie korepetytorskiej, BĄDŹ jakiejś innej dla polonisty (a nuż mi się spodoba).

3. Zrobić praktyki w gimnazjum i liceum.

4. Przygotować się do spotkania z MOJĄ TERAPEUTKĄ (TAK, MAM TERAPEUTKĘ OD KILKU DNI).

5. Zdobyć jedną pieczątkę z jednej poradni i donieść do innej poradni.

6. Odebrać dyplom licencjuszki czy innej gruszki (ha. ha.) i podpisać umowę studentki z UW.

7. Zastanowić się prędko nad Erasmusem w Italii.

8. Posłuchać deszczu.

9. Poczytać lektury na HLP.

Dobra, to jak najszybciej ta pieczątka. A dziś może jeszcze poczytam lektury, tak się ożywiłam. I odpiszę na maila od mojego jednorazowego ucznia z Tajwanu. (Uczeń z Tajwanu, szaaacun… Szaaacun…). Odpisałam. Bardzo się tym denerwowałam, bo to nowa osoba. To może, skoro tak się rozkręciłam, to odpiszę też nowej koleżance z Torunia. Odpisałam o.O

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobra.

08 paź

Bo jest o tak:

Chcę herbatkę. Idę sobie zrobić. Meliskę. Jednak czystka.

No to o co mi znowuż chodzi? Jestem na wymarzonym IV roku. I co dalej?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii