RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2016

25 sty

Nie piszę tytułu, bo siedzę w BUW-ie i ktoś mógłby go, ojeejejejeje, przeczytać.

Jest niemalże sesja. Jeszcze dwa dni i sesja. Ale już jutro zaliczenie z metodologii badań literackich, a w czwartek, czyli popojutrze, chcę zaliczyć ćwiczenia z GHJP. Jak ja to zrobię, skoro jutro będę zmęczona, a pojutrze planuję wyprawę na zabawne przedstawienie – nie wiem. A w środę co więcej mam rozmawiać z psorem o tym, no… o temacie mojej magisterski i na tę rozmowę też muszę się przygotować.

Co robić – mimo chęci na uwalenie się na łóżku i sen siedzę tutaj i czytam czyjeś dobrotliwie udostępnione notatki z wykładu. Przeczytałam już trzy strony i zrobiłam sobie przerwę. Chcę jechać do domu i uwalić się, ale na razie będę czytać dalej. Teraz, pomagając sobie pisaniem tu, zamierzam przeczytać stronę czwartą. Uwaga… START. Przeczytałam, w krótkim czasie jak na mnie. Może dlatego, że byłam na tym wykładzie. Dobra, ruszam z marszu przez stronę piątą. TERAZ. Już. Ale chyżo.

No to teraz, ślicznie, strona SZÓSTA. Jest, zrobiona. Choć to krótka strona. Zaraz zrobię – przeczytam siódmą. Ale to po przerwie, bo siódma długa. W ramach przerwy włączę wyobraźnię, bo tutaj wstydzę się włazić na strony rozrywkowe, a fejsbuk mnie nudzi. Zatem – będę miała kiedyś PSA, a nawet dwa psy. Będą miały Dom Dla Piesków. Taki z drzwiczkami, które same będą otwierać. To będą dwa owczarki niemieckie. Będą potulne, dzikie, będą lubiły się bawić. Będą wierne i grzeczne. Będą mało szczekać. Będą lubiły głaskanie. Nauczę je aportować i bawić się w bardziej skomplikowany sposób, np. ,,kto pierwszy dobiegnie do piłki” albo ,,kto pomyli się w podnoszeniu łap”. Będą też umiały podawać łapy i chodzić na tylnych łapach. Jak będę smutna, to będę siadała na leżaku na tarasie, a one będą mnie pocieszać.

W domu zaś zamieszkają dwie puszyste, ciemnofutrzaste, miziaste kotki, które będą się bardzo lubiły nawzajem i mnie też będą lubiły. Będą reagować na swoje imiona. Zaśmiałam się głośno, gdy pomyślałam, że ktoś mógłby przeczytać, co tu pisze poważna studenteczka.

Będzie mi bardzo smutno mieszkać z samymi li zwierzętami, zatem zamieszkam też z człowiekiem, ale dom będzie tak ogromny, że nie będziemy sobie niepotrzebnie wchodzić w paradę. No, chyba że będziemy chcieli. A na zewnątrz będzie duże, czyste jezioro, hamaki, miejsce na ognisko i w ogóle dużo miejsca i będę zapraszać tam wielu wesołych poetów. Będziemy bawić się, śpiewać i tańczyć całe długie, letnie noce i letnie kwiaty będą pachniały tak mocno, jak tylko letnie kwiaty potrafią.

W domu będzie biblioteczka i dużo przyjaznych reprodukcji obrazów. W sypialni będzie wielkie, miękkie łóżko z baldachimem. To będzie bardzo słoneczny dom. No, wystarczy. Teraz strona siódma. Uwaga, JUŻ. Skończyłam, jak po grudzie to szlo. Jeszcze krótka ósma. Teraz nie mam ochoty na wyobraźnię, teraz napiszę rymowanki!

Dla wolnych głów/Najlepszy BUW/Nie zstąpisz w rów/Jest czas dla sów! [] Sesja nie wybacza/Żałuj, mądry Polaku!/Wdziejesz strój oracza/Na drugim drugim roku [] Kto uczy się ostatniego dnia/Ten zna wszystkie pacierze/Kto czystym trafem, ot tak – zda/Ten szepcze tylko ,,nie wierzę”./ Kto cały semestr ,,bogiem – kucie”/Ten… nie wiem, co to są za ludzie.

Wystarczy, wystarczy. Teraz… STRONA ÓSMA. O, chyba dwóch minut tego nawet nie czytałam. Tak. Udało się  - przy pomocy bloga – przeczytać cudze notatki. Teraz co, nonny no? Może teraz popatrzę na całość jeszcze raz w celu lepszego zapamiętania. Zrobiiłam to. Mam jeszcze z 30 minut tutaj. To co teraz? Teraz te drugie notatki, kogoś innego. 10 stron? Ale też powtórzenia. To może przez te 30 minut, z wolna, szybciutko, przeczytam, przejrzę je. Start. Już przejrzałam ponad połowę, ale jednak wyjdę później, żeby nie musieć wchodzić po schodach na most. Mam jeszcze pół godziny tutaj, mogę se spokojnie czytać do końca. Ale marzę już o położeniu się z laptopem, włączeniu audiobuka (hehi) i Pazura albo o dokończeniu filmu ,,Delikatność”. Jestem na początku strony 7 i wymiękam niczym jajko. Chociaż jajo na miękko twardnieje, więc nie niczym jajko. Co teraz mam począć? Sprawdzę fejsbuka. Sprawdziłam. Teraz może poczytam? Może. O. Mam 5 minut do wyjścia z tego kompa, tak działa BUW. Czyli do domu zostaną mi 3 i pół strony. Ale nie przeczytam tego w domu, pewnie jutro na uczelni jeśli już.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

14 sty

Witajta znowu!

Jestem w lochach. Przez dwa tygodnie nie mogłam się zdobyć, aby zrobić COKOLWIEK na seminarium, więc robię to teraz. Mam jeszcze 3 gadziny.

Byłam właśnie u terapeutki. Wreszcie moje podejrzenia ktoś potwierdził.  Wreszcie ktoś powiedział mi, jak jest. Wreszcie niemal koniec z mgłą. Zatem: niszczę ludzi, bo boję się być niszczona przez nich. Boję się być ofiarą, bo doświadczam tego od lat, więc pragnę kontroli. Boję się wymagań i oczekuję specjalnego traktowania i podziwu. Wszystko to prawda. Wszystko przeczuwałam. Poza tym cieszy mnie ranienie innych, bo w ten sposób odczuwam swoją siłę. Poczucie winy, bo poczucie winy, ale i idiotyczna uciecha.

Nikt mnie nie traktował nigdy jak normalną, kochaną Agnieszkę. Każdy albo mnie chciał na siłę zmienić, albo podziwiał bezgranicznie. Stąd takie zaplątanie.

Teraz trzeba zrobić tak, żebym pogodziła się z tym, że ludzie traktują mnie normalnie. Każdy wchodzi w relacje bezpieczne, gdzie jest się przyjętym takim, jakim się jest, ale ja dodatkowo wchodzę w takie, gdzie jestem podziwiana. Więc praktycznie wcale nie wchodzę w relacje.

Teraz trzeba zrobić tak, żebym szanowała innych. Bo nie szanuję innych, domagając się specjalnego traktowania.

No ale jak to zrobić? Niby już obie – pani terapeutka i ja – wiemy, co ze mną nie tak. No chyba że to psychoza, że mam urojenia i nikt mnie nigdy nie skrzywdził. Też jest taka opcja. Trzeba to sprawdzić. Ale jeśli nie – a raczej nie – to teraz zaczniemy terapię, w której będę się uczyć, że mogę mieć inne zachowania niż dotychczas, bo teraz warunki są inne. Że nie muszę już używać starych schematów w celu przetrwania. A tymczasem mam przynieść pani terapeutce dokumentację medyczną z innego gabinetu.

W sumie już na podwórku nauczyłam się, że normalne relacje są niebezpieczne i przykre. Dlatego wolałam, gdy zajmowali się mną jacyś dorośli, bo dorośli byli uprzejmi i empatyczni wobec małej dziewczynki. Może poza wychowawczynią i przedszkolankami.

Ponoć są rejony (np. Śląsk), gdzie ludzie z trudem okazują uczucia swoim dzieciom i sobie nawzajem, ,,bo to przecież oczywiste” i takim dzieciom ciężko uwierzyć w siebie. Taki człowiek może potem wchodzić w relacje z kimś, kto go nie umie szanować i kochać. Poza tym może samemu mu trudno być uczuciowym na dłuższą metę. To smutne i też wymaga pracy.

No, skoro już się rozpisałam w tym miejscu, które zastępuje bardziej prywatne miejsca tutaj, w lochach, mogę zająć się rzeczami na seminarium… Jestem ciut senna… Położyłam się grubo po 4, zasnęłam koło 5, a obudziłam się o 9. Ale mniej senna niż myślałam, stąd moja obecność w lochach. Myślałam, że będę tak leciała na ryj, że pojadę do domu spać. A tymczasem może nawet po seminarium pójdę na basen. Cudownie byłoby iść do letniej wody i pluskać się w te i wewte w bańce chlorowanej, w świecie pół-magicznym…

Ale trza się uczyć. Dobra, po tej miłej przerwie na pisanie wracaam do praacy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii