RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2016

Czarna dziura przeszłości

19 kwi

Wciąga mnie. Tłamsi moje ,,teraz”. Zabiera oddech i nadzieję. Mam wrażenie, że skoro DOTĄD straciłam tyle czasu i niedoogarnęłam wielu kwestii i zadań, to teraz nie mam prawa do czystej, uroczystej, uroczej pracy. Takiej, która nie hańbi, a podnosi. Takiej, która męczy, znoi i załamuje, ale trwa i przynosi zjadliwe owoce.

Że nie dla mnie ta ścieżka – dla mnie tylko dalsze robienie zadań po kątach, w ostatnim kwadransie przed Chwilą Konfrontacji. Że byłam tak nieidealna w swoich działaniach, że skutki wielopoziomowe muszą cały czas mnie dotyczyć!

Jakie to męczące, jak głęboka, jak czarna jest ta dziura!

I co teraz mam z nią zrobić?

Po praktykach, na których moje niedociaganie zostało wydobyte na światło, oplute, sponiewierane przez nauczycielkę? Teraz – teraz czuję, że ten ,,wstrząs” (dobrze, że nie publiczny) – kolejny, jakim raczy mnie życie czy konkretni ludzie – znów nic nie zmieni, bo wszelkie wstrząsy już tak mocno mnie upokarzają , że nic poza upokorzeniem nie widzę.

Nie chcę widzieć, nie chcę obierać tego kierunku przełamywania się. Jest niemożliwy, choćby dlatego, że czarna dziura.

Jest li dla mnie ścieżka? Chyba jej jeszcze nie znalazłam.

DOSKONAŁOŚĆ a SKOŃCZONOŚĆ i przepaść między nimi, w którą zawsze wpadam. Nie powiem – wygodnie tam.

Jakaś laska za mną w lochach pociąga wkurzająco nosem. Nie ma chusteczek? Dobra, zaraz zajęcia, a ja czuję, że ten wpis jest żałośnie nieidealny, że ukazał mnie w złym świetle i że nic nie zmienił i że nic nic nie zmieni, amen, chaos, noc.

Jakim kurka trzeba być aspołeczym typem, żeby na przerwach schodzić do lochów i pisać bloga… Jestem po zajęciach o technikach autoprezentacji. W miarę przetrawiłam już informację, że muszę się dłużej, dokładniej, lepiej przygotowywać, może bez strat dla mojej wyobraźni, aby lekcja była udana. A teraz – na technikach autoprezentacji – improwizowałam przemowę do niby-klasy.  Pod spojrzeniem prowadzącego czułam się nikim – wyrzutkiem, ciamajdą, która nigdy do niczego nie dojdzie. Krytykował mnie, a ja wiedziałam, że cała ,,klasa” też tak sądzi. Miał rację – z tym się nie kłócę. Ale jak wyleźć z tej dziury, zapadni, uciekania, szukania kryjówek?

Jak teraz ktoś mnie zacznie straszyć, wyrzuci z praktyk albo jeszcze gorzej skrytykuje, jeśli nawet pochwali, jak profesor w pewnej chwili za jedną rzecz – nadal będę nędznym, skrytym, aspołecznym, niemającym relacji z innymi, przerażonym, zahukanym wyrzutkiem.

CZUJĘ SIĘ NIKIM.

Czuję, że funkcjonuję tylko w płaszczyznach – ładnie Aguniu-brzydko Aguniu i żadnej innej. Nie mogę znaleźć miłości, nie mogę znaleźć miłości, nie mogę znaleźć miłości, nie mogę. Idę płakać do WC przed kolejnymi zajęciami.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii