RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2016

Jest niemalże 15.00.

25 cze

A jest dzień, w którym już postanowiłam się uczyć na zaliczenie. Strach mnie podskubuje, bo nie wiem, od czego zacząć. Nie wiem, jak się zabrać do nauki. A tymczasem jest strasznie gorąco. Poprzedni egzamin cudem zaliczony. A teraz jak się wziąć do ponownego zakuwania? Mam kilka dni. Razem z dzisiaj sześć. Ale materiału jest bardzo dużo. Jak nie zaliczę, to jest wrzesień, ale na wrzesień już mam parę rzeczy. Jak zacząć? Jaki zrobić sobie plan? Pamiętam, że materiału jest naprawdę dużo. Może zacznę od ściągnięcia wszystkiego od profesora do osobnego folderu.

Ściągnęłam wszystko do osobnego folderu, a dużo tego. To teraz jeszcze przegrzebię notatki papierowe w poszukiwaniu tych do nauki. Znalazłam sporo notatek papierowych. Tylko jak się z tego uczyć? Robić sobie notatki w Wordzie? Chyba tak… Ale lenistwo zbliża się do granicy najwyższej. W poniedziałek chyba pojadę do BUW-u.

A teraz już tuż po 16. Czuję się mała i samotna wobec ogromu materiału. Dziś chociaż chcę zacząć. Dobra, od 17.

Jest 18 (prawie), a ja próbuję zacząć, ale nie wiem, co ugryźć. Jakieś same trudne słowa… Dobra nasza, w podręczniku do tekstologii są wyjaśnienia trudnych słów. Chyba przede wszystkim zrobię notatki z tego podręcznika, a potem z tych notatek, z których się da. Może wyciągnę 60% na zaliczenie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niesłychane

19 cze

Niesłychane, jak wielki może być brak, a mianowicie brak woli. Ucieszona zostawionym pod poprzednim wpisem komentarzem zaczęłam czytać swoje wpisy poprzednie, żeby przypomnieć sobie, co pisałam i popływać cichą żabką w głębokim oceanie mojego nieogarniania. A teraz na uczelni mam sytuację kryzysową. Kryzys tak wielki, że wręcz większy od braku woli. Kryzys, który mówi, że przez całe życie bałam się pracy i uciekałam od niej z niemal pełnym powodzeniem. Że nie wyrobiłam sobie żadnych niemal dobrych nawyków, sposobów na pracę. I wreszcie – że nie nauczyłam się myśleć perspektywicznie.

Ale czegoś nauczył mnie jednak Paweł, a może Paweł i Kasia. Jednak od jakiegoś czasu nie spóźniam się na spotkania, zaczynam szykować się odpowiednio wcześnie i sprawdzam sobie dojazd, a nawet jadę czasem wcześniejszym autobusem. A z kolei obecny kryzys nauczył mnie, że czasami potrzebne jest naprawdę dużo pracy i czasu do tego, żeby coś się udało, na przykład żeby zaliczyć egzamin.

A teraz jestem w trakcie żmudnej nauki do zaliczenia z filozofii i nie mam pojęcia, jak wytrwam w stanie ciągłej nauki może przez prawie całe wakacje, a już na pewno do początku lipca. Perspektywa tej długiej pracy pozbawia mnie sił. Ale na terapii pani mówiła: wyobraź sobie, że świat kończy się 1 lipca. Okej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A dzisiaj.

06 cze

Dzisiaj uznałam, że już trzeba i poszłam na jedne zajęcia. Teraz chciałam napisać, że o dziwo czuję się teraz dobrze, ale jednak nie, jednak źle. Dlatego zaraz trzeba będzie się położyć i poczytać na leżąco do egzaminu. Jeszcze nie zaczęłam (leżę już długo), a już mnie głowa boli. Ale zacznę. Za moment. Kiedy skończy się na amen ten chorobliwy czas? Dobra, zaczynam.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nuda.

04 cze

Dziesiąty dzień siedzę w domu z zapaleniem krtani. Byłam na zewnątrz tylko raz, u lekarza i w aptece. Nuda stała się niszczycielskim żywiołem, ogniem, który wypala wszelkie inicjatywy, pragnienia czy nawet potrzeby. Nie umiem się na niczym dłużej skupić, męczą mnie gry komórkowe, nie mam już ochoty na filmy, a w międzyczasie zbliżają się EGZAMINY. Mój stan obecny jest więcej niż żałosny. Wiem, że powinnam uczyć się z prędkością tornada, biegać, załatwiać sprawy, chodzić na zajęcia, a ja leżę. Uczę się, ale powoli. W ciągu tych dziesięciu dni oddałam nawet dwie prace zaliczeniowe – o wiele za krótkie. Dzień za dniem mijają podobne do siebie. Raz przyszła Kasia, ale dostałam przy niej biegunki, nie miałam siły mówić i męczyło mnie samo siedzenie przy stole. Przeczytałam dwie prościutkie w lekturze książki, czytam opracowania pod jeden z zaległych egzaminów, a z początku obejrzałam jeszcze kilka filmów – to tyle.

To wszystko sprawia, że prawie wariuję. Nie umiem już, oby tymczasowo, odnaleźć w sobie całego świata, który by mnie wspomógł i ucieszył w taki trudny czas, bezludny czas (jeszcze z Anią czasem pogadam, ale nie rwę się do tego, i z Dominikiem powymieniam wiadomości na fejsie). Nie mam siły, żeby wyjść na spacer, dokładnie posprzątać, pojechać do BUW-u, iść na uczelnię… Ale od poniedziałku planuję uczęszczać na uczelnię i chodzić na praktyki, mimo wszystko. Mam nadzieję, że do poniedziałku będę czuła się znacznie lepiej. CZEMU TO TYLE TRWA? Poniedziałek już pojutrze…

Teraz siedzę i nie mam siły wstać. Nie mam ochoty otwierać plików z opracowaniami, ale nie mam wyjścia. Jest 17:37. Będę czytać do tego egzaminu, mimo że zwątpiłam ostatnio w swoje możliwości nauczenia się czegokolwiek. Czuję się głupia, nieumiejętna, a teraz jeszcze SŁABOWITA. Jak z tego wyleźć? Czy zwariuję do tej pory? W poniedziałek wezmę Apap, może przetrwam. Ale skąd wziąć siłę, zwłaszcza gdy nie ma się jej wcale? Albo gdy jest jej bardzo mało?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii