RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2016

21 wrz

I znów brak tytułu, bo to w BUW-ie. Skuszona wizją napisanej magisterki, zmotywowana wizją ironicznej miny promotora, zachęcona rozmową z Magdaleną, pełna sił po warsztatach i rozmowie z drem Radosławem Siomą postanowiłam już dziś zacząć pracować. Ale weź się tu człowieku rusz. Niby wstałam wcześnie jak na mnie ostatnio (przed 11), niby o 13 już jestem TU, ale teraz dopadł mnie stan podobny do stanu człowieka uwięzionego w jakiejś kleistej mazi po kolana. Zrobiłam już zdjęcie bibliografii pierwszego rozdziału, teraz planuję poszukać adresów kilku książek, wziąć je i zacząć czytać, robiąc przy okazji notatki albo i nie. Ale weź tu człowieku rusz się do komputera z adresami, kiedy wiem, że teraz czeka mnie przedzieranie się przez trudną materię tekstów pisanych przez mądrych ludzi. I że to tylko początek. Niby temat ukochany, ale skąd tu wziąć siłę? Już mnie boli głowa. Oczywiście mam już pomysł, jak temu wszystkiemu zaradzić. Wezmę przykład z siebie piszącej licencjat. Będę pracować tylko przez 15 minut, potem przerwa i może nawet na dziś wystarczy. Wtedy resztę czasu w BUW-ie spędzę jak? Jedząc obiad, który zapakowałam do pojemnika i może czytając powieść Charlotte Brontë, a może kogoś innego. A może wymyślając kolejną wersję wierszyka dla wspomnianego dra. A może czytając jakąś magiczną powieść z lat dziecinnych. A może pójdę na spacer. Jaki nudny wydał mi się nagle świat, gdy nie leżę na łóżku. W sumie wtedy też jest nudny. Co za pustka.

W każdym razie po tych 15 minutach porobię coś przyjemnego. Może właśnie coś poczytam miłego. Dobra, to idę do tych książek i postaram się nie myśleć o obiedzie. Potem tu wrócę pewnie z książkami, do jakiegoś komputera.

Jestem z książkami przy komputerze, wokół porozrzucana odrobina pilnych studentów. Spotkałam koleżankę, ale nie spytałam, co tu robi. I że niby mam czytać. Otworzyłam książkę, otworzyłam edytor tekstu. Zaraz nastawię stoper. Trochę siara, ale trudno. 15 minut. Jak na początek to będzie aż nadto! Czuję gryzącą pustkę i cały świat wydaje mi się bezbarwny. Co to za reakcja obronna mojej duszy wobec wysiłku!

Dobra, zaczynam. Kurka, ten głupi stoper przestał działać, gdy przełączyłam kartę, a ja zdążyłam przeczytać w tym czasie całe ,,Wprowadzenie”. Po łebkach, ale zawsze. No i niby to tylko niecałe dwie strony… No dobra, teraz ważny rozdział i teraz włączę dobry stoper! Czytałam i notowałam 50 minut. W sumie zaskoczyłam samą siebie. Spróbuję jeszcze nie jeść obiadu (ryż z olejem i z mizerią, dużo ryżu), a dokończyć czytanie tego marnego rozdzialiku. Nie, nie da się. Po prostu już nie mogę się skupić. Wyczerpała się chwilowo moja zdolność pojmowania. Trudno się dziwić, skoro od miesięcy nie skupiałam się dłużej na niczym trudnym. i co ja pocznę, biedna? Czy mogę liczyć na to, że moja zdolność skupiania się poprawi się w miarę mijania dni? Co teraz zrobię? O, sprawdzę pocztę i fejsbuka. Przejrzałam dużo fejsbuka, a ludzie z tyłu to widzieli, trudno. Teraz spróbuję wrócić do roboty. Skończyć ten rozdzialik i iść jeść albo iść jeść. Czytałam jeszcze 15 minut, kiedy przyszły dwie oślice i zaczęły szeptać za moimi plecami. Jestem w rozsypce. Niby skończyłam czytać ten rozdział, spróbuję ogarnąć szybko do końca notatki i iść jeść.

Zjadłam ze smakiem, najadłam się, teraz kwitnę przed komputerem, schowana, z dala od innych. Mam obok wielkie książki i odruch podobny do wymiotnego. A tymczasem jakaś przepaść i kontakt z człowiekiem zorganizowanym, natychmiastowym, przerażająco wymagającym i obeznanym w sprawach stosunków międzyludzkich dotyczących pracy. Poczułam się przytłoczona, ale na szczęście dobrze zdaję sobie sprawę z tego, czego sama chcę, a nie chcę pracować na ulotkach w roku akademickim, a jedynie przez tydzień września. Co to za kontrast – rozmowa z takim człowiekiem po tym, jak wymieniałam miłe i głębokie maile z prowadzącymi warsztaty. Tu się liczy natychmiastowa robota i sumienność, liczy się, żebym pracowała więcej ze względu na pracodawcę. To jakiś kosmos. Nie obchodzi mnie, jak potoczą się losy firmy, w której miałabym coś zarobić. Może to brak empatii albo brak zrozumienia dla ekonomii i tego, jaki ma wpływ na moje życie. Może to brak poszanowania dla cudzych pomysłów i pracy. Nie wiem. W każdym razie nie czuję tego. W każdym razie ,,szef” zawsze wzbudza respekt. A ten szef, z którym właśnie gadałam miał niezbyt zachęcający głos. Taki władczo-butny. Uciekam, poczytam do końca tu już bez notatek, cóż. Może to i lepiej. Koniec czasu na kompie BUW-owym.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

14 wrz

Znów piszę bez tytułu, gdyż obawiam się przypadkowych spojrzeń gości BUW-u, a tytuł jest duży.

Stoję przed średnio wdzięcznym zadaniem wykonania ,,bibliografii i zarysu rozdziału” pracy magisterskiej. Jestem przerażona i planuję poddać się bez żalu, zakopać dowody swojego istnienia i odejść w nieznanym kierunku.

Dobra, plan jest taki: ogarnąć jak najwięcej tytułów pod względem przydatności, wybrać literaturę przedmiotu i literaturę podmiotu. Potem zrobić ten ,,zarys”, cokolwiek to znaczy.

Taki jest plan. To się przyda, nawet jeśli nie dziś to będę wysyłać. O reszcie pomyślę potem.

Dobra, ale od czego zacząć? To może zacznę od pierwszego punktu. Ale to zaraz, bo muszę coś zrobić.

Jest strasznie. Zgubiłam się w masie rzeczy. Mam ochotę panikować, ale nie mam sił i czuję się tak, jakbym utknęła w bagnie. Siedzę w bibliotece, z krótkimi przerwami, ok. 6 godzin. Znalazłam mnóstwo pozycji do bibliografii, ale okazuje się, że ja chyba mam zrobić bibliografię tylko jednego rozdziału. Zamierzam zrobić tak: zrobię rzeczywiście bibliografię jednego rozdziału i jego zarys, a dodatkowo dołączę całą bibliografię (wstępną). Ale nie mam siły, choć teraz niby to tylko przepisywanie. Marzę o muzyce, ale musiałabym jechać do domu, a tam:

a) nie ma tych wszystkich książek na w razie czego,

b) nie ma takiego skupienia.

I co ja biedna zrobię, zmęczona, bez muzyki, wyczerpana, bez słuchawek i możliwości odsłuchu, w BUW-ie pełnym przystojnych mężczyzn, bez nadziei na ciekawy wieczór, po niesmacznym obiedzie? W BUW-ie lekko chłodnym i z głową zmęczoną i żałosną? Bez pomysłu, bez sensu? Nie mam już siły tego pisać. Jak ludzie wytrzymują w robocie osiem godzin dziennie? Moja głowa już jęczy.

No dobra, przepiszę po prostu te tytuły, przy okazji uzupełniając dane do bibliografii. Nie, nie zrobię tego. Ha. Bez sensu robić najpierw to, co nie jest obowiązkowe. No to najpierw pomyślę, o czym chcę zrobić zarys rozdziału. Może o duchowości średniowiecznej? Nie wiem, czy umiałabym szybko zrobić z tego zarys rozdziału. O, wiem. O studium modlitwy średniowiecznej na tle modlitw innych wieków. Chyba tak zrobię. Ale teraz za dużo nie napiszę z tego zarysu, więc, żeby pokazać, że nie leniuchowałam, wyślę jeszcze całą bibliografię, chyba że w trakcie coś mi innego wpadnie do głowy, na przykład pełniejszy zarys…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii