RSS
 

Archiwum - Październik, 2016

Ale mi powiedział!

07 paź

Promotor stwierdził, że za mało robię, a za dużo myślę, ale w sumie to nie wie, czy ja dużo myślę. Niech sobie przeczyta tego bloga. Myśleć to myślę. Właśnie z robieniem dużo gorzej. Prawdopodobnie chciał mnie zmotywować do pracy nad magisterką. Nie popieram takich sposobów, ale wiem, że ten profesor tak ma i ma też wiele innych cech, za które go podziwiam albo nawet popieram. Jest też opcja, że, według standardów profesora, naprawdę mało myślę, ale skąd on mógłby wiedzieć, co się dzieje w mojej głowie? Widzi tylko skutki. I… czy on mnie oskarżył o głupotę? Bo w sumie pewnego rodzaju głupotą jest ociąganie się z każdą pracą.

W tej sekundzie jestem tak nieogarnięta, jak jakiś brudny, zapuszczony rasowy kundel, któremu sierść się wysypuje z każdego zakamarka ciepłego, psiego cielska. Rasowy kundel – muszę się zastanowić, czy nie mogłabym zacząć tak o sobie myśleć.

Najpierw ogarnę bilet do Olsztyna na jutro, jak już strona z biletami postanowi się ogarnąć. Mam bilet, to teraz poinformuję babcię, o której przyjadę. Dzwonię. Babcia niemal zawsze odbiera. Ciekawe, czy teraz odbierze. Nie odbi… odebrała! Było babci przykro, że na tak krótko przyjadę, a ja mam wyrzuty sumienia. Mogłabym dłużej choć trochę pobyć, ale już kupiłam sobie tani bilet do kina na tuż po powrocie i bilet na drogę powrotną i umówiłam się z Kasią na wieczór dnia powrotu. Mam już wydrukowane dwa bilety.

Co teraz? Bałagan jest dosłownie wszędzie, ale ten blog służy właśnie tego bałaganu sprzątaniu. Teraz na szybko sprawdziłam interpunkcję w uroczym fanpage’u przyjaciółki. Sama nie czuję się mistrzynią, ale ogarniam bardziej niż kiedyś, odkąd poczytałam sobie różne ciekawe pozycje o przecinkach i innych dziad-znakach. A teraz co? Może bym wreszcie odpisała mojemu około siedemdziesięcioletniemu znajomemu z warsztatów poetyckich. Zwlekam z tym od wielu, wielu dni.  W tym celu muszę odsłuchać nagranie, które przysłał. O kurka marynowana w przetworach jabłkowych. To jest nagranie z dźwiękiem i obrazem! I też na nim gadam! Redaktorka świetnie wyłuskała same perełki z naszych wypowiedzi i bardzo zabawnie to wszystko poskładała. I ta atmosfera! Od razu mi lepiej i weselej. I prowadzący, i… i w ogóle mówili chyba sami ludzie, których naprawdę tam polubiłam, to niesamowite! Szkoda tylko, że mój głos robi się nagle słabowity i pseudo-natchniony, jakby zabrakło mu ciała.

A co teraz? Wstawiłam na fejsbruka to nagranie. Dziwnie mi z tym. Ale okej, poszło, niech zostanie. Co teraz? Teraz będę co 3 sekundy sprawdzać, czy są komentarze albo polubienia. Żałosne. Tymczasem ciągle, ciągle wre dyskusja o prolajf i już wiem, że nie mam swojego zdania, bo zawsze mogę się komuś narazić. To jest chyba jeden z podstawowych powodów. A teraz widzę, że milczeniem i odpowiadaniem na wszystko ,,aha”, ,,no tak”, ,,mhm”, ,,no, rzeczywiście” też się mogę narazić. To jest po prostu temat, który ma siłę dzielenia, choć nie musi tak być, bo wielu ludzi umie pochylić głowę przed cudzą decyzją.

Źle mi z tą wstawką, może wszyscy zignorują. Za kilka dni to będzie już tylko blade wspomnienie. A co teraz? Teraz… Może zrobię obiad? To tak: umyję się, po czym zrobię obiad. A potem spakuję się do wyjścia na grę ze znajomymi. Ale najpierw napisałam przeprosiny do znajomej, którą mimowolnie obraziłam, a na której niezwykle mi zależy. Jest taką perełką, którą obserwuję z daleka, bo jestem zbyt nieogarnięta i dzikusowata, żeby spróbować zmienić ten stan rzeczy. Zresztą moja terapeutka twierdzi, że, na obecnym etapie rozwoju, chcę tylko brać, więc wolę narazić na to jak najmniej osób, zwłaszcza takich, od których chciałabym brać bardzo dużo… No to teraz mam dwie sprawy fejsbukowe, które będę obserwować jak wariatka.

Dobra, to zaraz się umyję i zrobię obiad dla mamy (bo ja jadłam jajecznicę i mi starczy na razie), ale najpierw ogarnę życie studiowe. Zatem: zapiszę sobie, o jakim planie marzę w pliku w notatniku, a ten plik zapiszę na pulpicie. Zrobiłam to, pozmieniałam dużo, będę musiała napisać podania, jak zawsze. Ciekawe, czy oni zachowują te wszystkie podania. Czyli już mam plan na przyszły tydzień. Będę drukować, uzupełniać i te de w poniedziałek. A we wtorek muszę się przejść do dziekanatu, żeby spytać, co się dzieje na moim usosie, bo już nie mogę tego ogarnąć. Może przedtem złapię kogoś mądrego i przyjaznego spoza dziekanatu. Czyli trzeba:

- podania o przeniesienia do innych grup,

- ogarnąć podpięcia,

- podanie o dopisanie żetonów na oguny.

Boli mnie mocno brzuch z nerwów, ciągle mi się zdaje, że o czymś zapomniałam lub coś zrobiłam źle w związku z tym planem. No i trzeba by poczytać na zajęcia. O, jednak się w czymś tam pomyliłam, trzeba od nowa myśleć, a jak to skończę, zajmę się myciem, gotowaniem i tak dalej. I od przyszłego tygodnia staram się grzecznie być na wszystkim.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii