RSS
 

Archiwum - Listopad, 2016

Serio?

30 lis

23:21. Promotor wyraził zgodę, żeby oddać rozdział we wtorek do 15. Czyli że mam czasu o tyle: dziś, czwartek, piątek, sobota, niedziela, poniedziałek i kawałek wtorku.Tylko pięć pełnych dni, w których są i inne zajęcia. Ale więcej to niż tyle, ile myślałam wczoraj czy tam kiedyś. A nie, jednak mniej, nie wiem, co tu się wyrabia, ten czas jakoś się strasznie kurczy, jeśli chodzi o magisterkę. Bardzo mało dni zostało na ten rozdział, a nie wolno mi zawieść promotora i siebie.

23:27. Jutro trzeba wstać. Wieczorami też czas się kurczy. W ogóle czas się jakoś zaczął robić zbyt prędki. Dobra. Ale spokojnie. Dziś chociaż wrócę do tych trybików. Kurczę, chociaż tyle żeby zrobić. Chociaż kawałek artykułu. Dobra, bez zbędnego gadania otworzę księgę. Otworzyłam. To teraz plik w Wordzie. A teraz stoper, bo co mam robić, kurka? Dobra, choć kwadrans, start. STOP! Nie mogę, po prostu nie wiem, co czytam! Kurczę. Nawet nie czuję się zbyt choro w tej chwili, po prostu nie umiem zrozumieć tekstu! Zrobię tak: położę się i na spokojnie, bez stopera, spróbuję ogarnąć, co autorka ma na myśli. Jak się nie uda, to dziś sobie daruję i spróbuję jutro w BUW-ie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Były sobie kurki trzy.

28 lis

Jestem chora i w domu. Co byłoby najlepszym dopełnieniem tych dwóch faktów? Oczywiście herbatki, gry, filmy, książki i ewentualnie ten pełen badziewi i perełek internet. Ale nie. To nie tak się skończy. Bowiem nie jestem jakoś tragicznie chora. Mogę więc tak samo dobrze zajmować się grą w Simsy, jak i pisaniem magisterki. A potem i grą w Simsy czy czymś innym w tym guście. Ale magisterka. Żeby ocalić ten chylący się ku końcowi dzień. Magisterka. Co z nią? Trzeba wrócić do trybików tej maszyny. Na czym w ogóle skończyłam? Chyba na jakimś badziewiu, nie wiem. A. Skończyłam z jakimś tam artykułem. To teraz bym zaczęła kolejny artykuł. Kolejny trudny artykuł. Napiszę tu to sobie, a co. Chodzi o to, że promotor okazał się nadzwyczaj łaskawy wobec moich braków, a dokładniej jednego braku – całości rozdziału. Teraz nie mam zbyt wielkiej ochoty go zawodzić. Ja wiem, że dla niego to nie sprawa życia i śmierci tak bardzo jak dla mnie, ale mimo to wolę usłyszeć raczej więcej jego pochwał niż oglądać zniesmaczone spojrzenie. Dlatego zrobię to. Co zrobię? Napiszę jeszcze trochę. Już dziś. Żeby na 7.12 mieć gotowy rozdział… Tak. Tak będzie. Ile to dni przede mną? Powiedzmy, że 10. A nie, jednak nie. Jednak przecież wcześniej trzeba wysłać ten rozdział TAM, do ludzi. Do kiedy? Do kurka niedzieli. Fantastycznie. Czyli ile mam dni? 6 plus dzisiejszy. Choć fajnie by było w niedzielę już mieć wolne luz. Ale tak nie będzie. ON CHYBA ŻARTUJE. No ale to moja wina, bo miałam przecież więcej czasu. Dobra, może się zdobędę na jakiś powrót do pracy. 17:15 jest. Ja nie wiem. Nie wiem. Jak mam zacząć niby, kiedy wszystko we mnie mówi: ,,zrób coś mniej męczącego”? Jak JA mam zacząć? Listopad, a ja piszę magisterkę. To by się nie zdarzyło, gdyby nie promotor. Ale właśnie nie piszę. Dobra. Jak się zmotywować? Może po prostu zacznę czytać i notować. To coś, z czego mam teraz zrobić notatki, ma 27 stron. Może dziś by mi się udało WSZYSTKO. A może tylko część. Ale spróbuję choćby stronę, żeby choćby zacząć. Może nawet bez stopera? Zobaczymy. Myślę, że powiedział mi tyle miłego, żebym robiła cokolwiek, bo ja mam tej pracy różne rzeczy do zarzucenia. Nawet ja. Albo uważa, ze lepiej i tak nie będzie. Nie wiem. W każdym razie spróbuję notować! Nie mam siły. Zupełnie. I jeszcze ten autor pisze jakieś głupoty, przynajmniej tak to widzę. Włączę sobie film.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fantastycznie, idealnie.

22 lis

Ponury pies człapał ulicą. / Szedł zgred spłukany za zakonnicą. / Deszcz mgłą opadał na suche trawy / A ten pies smutny był też kulawy. // Niosła mnie zima po tej jesieni / i wszyscy byli jacyś zgnębieni. / Jacyś bez iskry i bez humoru. / Jakby pielgrzymi do wrót Mordoru.

Potrzebowałam tego kiepskiego wierszydełka na początku mojej dzisiejszej pracy, pracy ostatecznej. Co jeszcze? Smutno, pusto… nie, jak to było? ,,I pusto – smutno– tęskno w bujnej Ukrainie”, jak pisał Malczewski i jak przypominała Magdalena. A może tego nie potrzebowałam, bo teraz mi tylko romantycznie-smutno, a chciałam, żeby mi było bezsensownie-smutno i żebym potem pomyślała sobie ,,ale to bez sensu, czas pracować”. Więc od nowa.

Kurka. Zaraz mam zabrać się do pracy, a bardzo mi się nie chce. Zmarnowałam już mnóstwo czasu. Nie ma szans, żebym to napisała! Ale mimo wszystko spróbuję. A – i wczoraj przez niecałe trzy godziny napisałam ponad półtorej strony, więc też dobrze! A teraz mam pusty domek. Super! Poprzeklejam fragmenty pracy na ich miejsca, bo wczoraj pisałam specjalnie w osobnym pliku! Dobra, ogarnęłam mniej więcej całość spojrzeniem. Mam taki plan, że jak kurka napiszę trochę, to pójdę po ciastka do Żabki. A może teraz pójdę? O – jak skończę na amen z jednym artykułem i zajrzę do nowego, to pójdę. Już kurka 16:53, a ja mam jeden akapit. To teraz co? Nonny no? Teraz poprawiłam ten akapit i go rozbudowałam nieco. No to zajrzę do kolejnego artykułu i zrobię jednak surówkę. Jednak wolę obiad niż ciastka na razie, zwłaszcza że i tak wstawiłam pyry. Ma 18 stron ten artykuł. Ale dam radę, prawda? Prawda.

18.00. Ja po obiedzie i po facebooku. Dobra, teraz tylko herbatka i będę pisać! 19:00!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

16:29

21 lis

… a ja dopiero wygrzebałam się zewsząd i dotarłam do tego wpisu, w BUW-ie, żeby zacząć w końcu pisać magisterkę. Najpierw nie mogłam znaleźć ubrań, potem nie mogłam się spakować, koszula niewyprasowana, buty brudne, naczynia niepomyte, śniadanie niezjedzone, włosy źle się układały, pobrudzona podłoga przez brudne buty. Potem obiad niezjedzony. Niepogadane z siostrą i z przyjaciółką. I w ten sposób już niemal wieczór, a ja dopiero zaczynam pracę. I jeszcze czułam się słabo i choro. A teraz mam warunki kurka idealne. Gumę do żucia. Wodę do picia. Ciszę. Teraz jedyne, co mi przeszkadza, to lenistwo. Ale szybko-szybko. Włączę plik z notatkami. Stoper. Książkę otworzę. Dobra, mogę zacząć notować. Start. Dobra, jest 40 minut i jeden więcej akapit, i jeden więcej przeczytany rozdział. Teraz zrobię sobie przerwę i, ignorując to, że JEDNA osoba zobaczy, co robię, pogram w jakąś grę albo coś takiego. Jednak dwie. Ale już koniec tej urokliwej gierki. Teraz będę notować dalej. Dobra, czas start. Pół godziny i kolejny akapit. Jeszcze trzeba poczytać ten ostatni rozdział, czy czegoś nie ominęłam. Na razie – przerwa na messengera. Jest po przerwie na messengera. A moje lenistwo urosło wprost proporcjonalnie do trwogi wielowymiarowej. Na pewno tego nie skończę. Ale zrobię najwięcej, jak się da. Dobra. Jakimś cudem zaraz włączę stoper. 10 minut i chyba tak to zostawię. Cały artykuł JAKOŚ streszczony. Ile miał stron? Chyba 13. I z tego mam niecałą stronę notatek. No cóż. Wartościowe – nie powiem. To co teraz? Teraz mogłabym albo iść po innego autora, albo poszukać jakiegoś jeszcze artykułu w tej książce. A na razie przekleję do rozdziału to, co natworzyłam, żaby poczuć ulgę lub trwogę, a na pewno doinformowanie.  Mam niecałe trzy strony. Jest 18.53. Jeszcze tylko jutrzejszy dzień, żeby mieć tych stron przynajmniej kurka 13? Tyle ma ten artykuł tej jednej kobiety i wydaje się uroczą i skończoną całością. Może dziś udałoby mi się choć 2 strony jeszcze napisać? Bo trzy to chyba nie. Chyba że w domu jeszcze będę pisać, bo teraz zostały mi trzy godziny do zamknięcia biblioteki. A może zrobię sobie jakąś dziadowską konkurencję, jakiś zakład z samą sobą? Wprowadzę w pisanie element – jakże zabawnej – gry? Może spróbuję przez te trzy godziny skupić się i napisać właśnie trzy strony? To by było tempo! Jak przed oddaniem pracy rocznej. Trzy strony w trzy godziny! Jak na mnie bliskie toto cudu. Dobra. To teraz bez stopera. Po prostu następne trzy godziny będzie rozgrywać się Wielka Gra. Nie ma telefonu, nie ma internetu, tylko ja i Trzy Strony. Nie będę nawet tu pisać, tylko już w domu opowiem o efekcie. Hm. Śmiesznie. I co jeszcze? I będę biegać za książkami, czytać, pisać, ładnie, twórczo, trzy strony, w osobnym pliku na razie. Okej. Wielki Zakład Z Samą Sobą. Start czas.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

BUW

20 lis

I oto jestem znów, ale teraz ponotuję może 20 minut. I dobrze, bo przynajmniej się nie wytrącę z trybu. Zaraz włączę se stoper. I wyjątkowo będę notować tutaj, bo tak mi najwygodniej. No ale najpierw rozejrzę się w tym, co już przeczytałam, czy nie trzeba o czymś wspomnieć. A potem skasuję te notatki, żeby nie było, że plagiat czy coś. I teraz to ja jestem tą szepczącą wstręciuchą, jestem zła na siebie w imieniu innych w pobliżu. Start notowania. Jednak stop, tak to jest. Ale coś poczytałam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wspaniale. Cudownie.

19 lis

Jest jakaś kretyńska 10.48, a ja pół-leżę sobie wygodnie na kilku pufach w BUW-ie pomiędzy dwojgiem młodych mężczyzn. Jednak nie, bo jeden sobie poszedł, zanim się uwalił. Byłam tu już po 9, ale postanowiłam się chwilę zdrzemnąć, bo jestem niewyspana. Nie mogłam zasnąć. Nic nowego, nic dziwnego. Ale to leżenie w pół-śnie mi jednak jakoś pomogło. Teraz ponotuję z pół godzinki, a potem pójdę pogadać przez telefon z przyjacielem. A potem wrócę. Dobra. Włączę pliki i stoper. Start. Jest 30 minut. Git.

Wróciłam po obiedzie i pogawędce, ale teraz siedzę przy cichutkim stole. Zaraz zacznę notować. Dobra, mam 10 minut i w ten sposób skończyłam robić notatki z pierwszej pozycji – 15-stronicowego artykułu. Wiem, ze dużo mi to czasu zajęło, ale to było dla mnie trudne. A teraz – co dalej. Mogłabym po prostu zreferować – w już ładnych, gotowych, okrągłych zdaniach – co przeczytałam. Może najpierw zrobię notatki z czegoś jeszcze? Albo nie – najpierw popiszę już gotową magisterkę. Będzie inaczej niż z licencjatem. Dobra, to też ze stoperem zrobię. Ale denerwują mnie dwie laski – zawsze się znajdą jakieś dwie laski albo lasek i laska – które szepczą sobie co i raz. Bardzo mi to przeszkadza. Jestem bardzo zła na to, że gadają. Ale nie chce mi się przesiadać i nie odważę się podejść i nawrzeszczeć na nie na cały BUW, więc po prostu zacznę notować, przerabiać. Dobra, czas start. Mam 55 minut pisania i nadal jestem w ciemnym, smutnym, trudnym lesie. Chyba muszę to zignorować i przerabiać dalej te notatki. Bo już jestem po krótkiej przerwie, którą sobie zrobiłam. To start. Kolejne 20 minut i uporządkowałam te notatki. Obawiam się, że niektóre sformułowania są przeniesione żywcem z Sawickiego, ale nie chce mi się tego wyszukiwać już. Teraz by się przydało to jakoś podsumować, ale może poczekam z tym do czasu, aż poczytam jakieś inne rzeczy. To, co mam, zajęło mi niecałe półtorej strony, a potrzebuję około 20. Mam dziś jeszcze niecałe 4 godziny na pisanie. Jutro może 3. W poniedziałek może 9. We wtorek może 9. O, to nie jest tak źle, jak myślałam. Zapomniałam, że w poniedziałki i wtorki nie mam zajęć (tylko jeden wykład nieobowiązkowy). Nie jest tak źle, ale trzeba pisać. Jeszcze 25 godzin. Pewnie nie skończę tego rozdziału, ale rzucę profesorowi to, co się uda. Rzucę nie z pogardą, ale z błaganiem. A – jeszcze w ramach przerwy – sprawdzę, ile czasu dotąd poświęciłam na pisanie. Wiadomo, że te 25 godzin to takie jak teraz – z przerwami. Ale sprawdzę z ciekawości sam czas pracy.

Niesamowite – równe 4 godziny, żeby zapełnić półtorej strony. To ile by trzeba było na 20 stron? 53 godziny? Może źle policzyłam, nie chce mi się sprawdzać. Ale to dużo za dużo, nawet jakbym pracowała bez przerw. Okej. Czas zebrać sflaczały, zmartwiony mózg i poszukać książek na kolejne notatki. Może teraz mi szybciej pójdzie (jasne). Już mi idzie wolniej, a jeszcze nie zaczęłam. Nie chcę tak. Spokojnie. To poszukam książek. Szukam i, już szukając, się męczę. Szukam na liście, którą sobie sama zrobiłam. Nie wiem, jak się zmotywować i zebrać siły. Przejrzałam śmieszne strony na fejsbuku. Może teraz znajdę literaturę.

Mam dwie książki i książkę ze spisem jakichś książek, ale nie mam siły na cokolwiek. Po prostu zacznę oglądać pierwszą książkę. Ze spisu treści wynikałoby, że interesuje mnie kilka rozdziałów. To co ja mogę zrobić? Może otworzę nowy plik w Wordzie. Tak, chyba przydadzą mi się wszystkie rozdziały pierwszej części. To zaczynam czytać i notować. Włączam stoper. Przez 20 minut czytałam, na razie bez notowania. Teraz krótka przerwa i spróbuję coś zanotować z tej trudnej wypowiedzi. Ale przynajmniej bardzo na temat. No to włączam stoper, start. Przez 50 minut notowałam, czyli wyciągałam najważniejsze rzeczy z czterech stron. Zajęło mi to dwa krótkie akapity. Może powinnam lać więcej wody, nie wiem. To będzie bardzo skondensowane. Ale pisałam już w słowach, które żywcem przekleję wkrótce do pracy. Dobra, spróbuję jeszcze kwadrans, potem czas iść.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Naprawdę mam tu coś pisać?

15 lis

Jestem nieogarem tysiąclecia. Przyjechałam do BUW-u przede wszystkim, żeby oddać książki i popisać na własnym laptopie notatki do magisterki. Zapomniałam książek i rozładowałam do połowy laptopa, gdy krzątałam się (czytaj: robiłam różne rzeczy, tańcząc i śpiewając) po kuchni i słuchałam muzyki. Została trochę ponad godzina baterii. Wspaniale. I tak porobię swoje, ale będzie trudniej. Popiszę trochę tutaj, potem wyślę sobie efekt na maila i skończę na komputerze BUW-owym, a potem prześlę sobie maila z efektem. A może tylko tu popiszę, a potem poczytam tylko książki na jutro na zajęcia.

Dobra, to najpierw uruchomię pliki i stoper. Teraz znajdę miejsce, w którym skończyłam. Dobra, znalazłam. Mam tak mało czasu, że nawet nie napiszę, że chaos się próbuje wepchać wszystkimi szczelinami do mojej zbolałej, udręczonej, cierpiącej, smutnej, zmartwionej duszy. Okej, włączam stoper. Mam 35 minut. W pobliżu usadowiła się grupka młodzieży syczącej rozmowami. Ale mnie wkurzają. Dobrze, że koniec baterii, to ucieknę dokądś, tylko wyślę sobie notatki!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Także tego do jasnej kretynki

14 lis

Także tu jetem. Niewyspana. Porażona swoim szalonym wnętrzem. Pogubiona w lesie tylu rzeczy, że silva rerum to za mało, żeby to opisać. Ale nadal pełna nadziei co do dobrego końca całej sprawy, cokolwiek by to miało znaczyć. Tyle sprzeczności w jednej, małej Adze. Jak ja sobie poradzę?

Zacznę od 15 minut z magisterką. Robi się coraz groźniej z terminem. Otworzę najpierw pliki. Otworzyłam, ale zamęt się pcha i nie pozwala czytać i pisać. Otworzę kartę ze stoperem. A teraz znajdę w tekście, kurczę, gdzie skończyłam notować. O, znalazłam to miejsce. Zacznę, jak wrócę z wuce. Wróciłam. To teraz czas na czytanie i notowanie. Prędko, bo zaraz to trzeba wychodzić z domu! Mam ten kwadrans i czas wychodzić. I akurat w tym kwadransie chyba dotarłam całkiem blisko sedna, blisko tego, czego szukam. To dobrze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Naprawdę znów tu jestem?

11 lis

Tak, to się dzieje naprawdę. Jakim cudem? Dlaczego? Ale najpierw nowi abstrachuje, zwłaszcza że teraz w domu jest trochę głośno. O, już jest cicho w domu. Moja motywacja i poziom rozproszenia może większe nawet… znaczy… jestem bardziej rozproszona i mniej zmotywowana niż wczoraj. Ale najpierw posmaruję polewą murzynka, bo potem nie zastygnie na czas. Murzynek już stygnie na balkonie. Dobra, włączę ten stoper. Najpierw otworzę pliki. Dobra, to zaczynam. Dobra, notowałam pół godziny. Znów nie jestem zadowolona, mam wrażenie, że źle rozumiem tego Sawickiego, którego czytam. Może dziś jeszcze ponotuję, może nie. Idę teraz na posiadówkę z planszówkami. Skończy się chyba wcześnie, więc może i ponotuję.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas zaczynać

10 lis

Jest 10.11, a ja mam zamiar zacząć pisać magisterkę. A przynajmniej pracować nad nią- robić notatki. O co idzie? Idzie o to, że mam czas do 23.11, żeby oddać pierwszy rozdział, który ma być czymś w rodzaju stanu badań. Mam przeczytać ileś książek o sposobach badania sacrum w literaturze, a zwłaszcza w poezji, i opisać, co tam ciekawego znalazłam. Fantastycznie. To sarkazm. Ale może rzeczywiście fantastycznie, bo ten etap pracy jest bardzo odtwórczy, niekreatywny. Czyli taki, jak cały mój licencjat. Czyli do 23.11 mam napisać licencjat nr 2, tyle że na inny temat, ale w identyczny sposób. Teraz chciałabym sobie coś powiedzieć tutaj, w miejscu publicznym, choć sama pozostanę ukryta za monitorem. To mianowicie – chcę, żeby to była dobra magisterka. Ładna, wypieszczona. Ciekawa. Koniec komunikatu. Mam bardzo mało czasu na ten rozdział. Miałam go więcej, ale zniknął. Nie wiem, co się stało z tym czasem. Teraz nie ma go niemal wcale. Jeszcze nie etap paniki, ale już etap po prostu pracy i to takiej z nożem na gardle. Jest na to ładny brzydki rysunek:

http://paczaizm.pl/jak-lubisz-pracowac-w-grupie-wieczorami-z-nozem-na-gardle/

Tak naprawdę to zaczęłam już wczoraj notować, więc niby ten mityczny pierwszy krok już za mną. Ale nadal bardzo mi się nie chce, mimo że sama wybrałam temat i go lubię. Życie wydaje mi się znów jakieś puste. Zatem nastawię sobie ten stoper może i zacznę robić metodą ,,na licencjat”. Jak dziś ponotuję pełne 15 minut, to będzie i tak dobrze. Przynajmniej kwadrans. Jak potem zabiorę się za gry, komiksy, książki typu ,,poradnik”, muzykę albo spanie – to nic złego. Okej, to włączę ten stoper. No to start.

Udało się – czytałam i notowałam przez 45 minut. Na dziś chyba starczy, zwłaszcza że od dawna miałam po prostu iść spać. Nie czuję się dobrze z tym, co zrobiłam. Nie rozumiem wszystkiego, co czytam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii