RSS
 

29 sty

Nie wprowadzam tradycyjnie tytułu, gdyż zasiadłam w BUW-ie. Dziś wyjątkowy dzień. Zasnęłam koło 3.30 = sukces. Wstałam po 10 (ale przedtem pobudka na trochę po 8) i pojechałam zaliczać ćwiczenia. Nie mogłam znaleźć sali z panią od ćwiczeń, więc spóźniłam się 10 minut. Dlatego musiałam czekać kolejną godzinę. I bardzo dobrze. Tylko dzięki temu nauczyłam się na pamięć kilkudziesięciu dat, nazw i nazwisk. Bez tego byłoby krucho, bo umiałam tylko inne rzeczy, a pani od ćwiczeń zależało głównie na tych datach i nazwach, i nazwiskach.

Potem poszłam do BUW-u. Po spaghetti uznałam, że zrobię plan działania i przejdę się po ogrodzie, bo do otwarcia biblioteki pozostała godzina. Znalazłam zamarznięty staw. Zbadałam trwałość lodu i ślizgałam się może 10 minut. Było przyjemnie, choć bez szału, gdyż cały czas ostatnio wisi nade mną przynajmniej jedna chmura deszczowa – czarna i zimna. I wtedy nadszedł ochroniarz. Powiedział: ,,nie wolno”. Powiedział: ,,a co by było, gdyby pani wpadła do wody?”. Zawstydziłam się i odpowiedziałam coś niby zabawnego i bezczelnego. Byłam tak bardzo zawstydzona. Tak strasznie zawstydzona. Powiedział, że zobaczyli mnie na kamerze. Tak bardzo zawstydzona. Odeszłam stamtąd. Gdy wchodziłam do biblioteki, inny ochroniarz rzekł w przestrzeń: ,,Komuś było życie niemiłe?” I wszystko byłoby w porządku, wszystko byłoby umiarkowanie fantastycznie, gdyby nie ona – młoda, nowa ochroniarka, która zaczęła się głośno śmiać. Jej śmiech gonił mnie, gdy powoli wspinałam się na schody prowadzące do krainy bezrobocia i wiedzy. Mężczyźni niech sobie robią ze mnie żarty aż do bezmiaru moich klęsk, ale nie młode kobiety! Nie one! Głupio mi tylko, że zrobiłam im kłopot.

A teraz siedzę tu i marznę, bo kurka ktoś tu nie pomyślał o ogrzewaniu. Długo tak nie pociągnę. Trzeba teraz realizować plan, który przygotowałam sobie przed akcją z lodem. Czyli chcę prędko opracować (jak ja tego dokonam, gdy tego tak dużo?) przynajmniej 11 punktów z listy na egzamin. Łącznie ich jest chyba 33. Więc dziś 11 chociaż, choć może się uda więcej, jeśli tempo będzie odpowiednie, czyli trochę szalone, jak w noc przed egzaminem. Ale w tym roku nie mogę sobie na to pozwolić, bo muszę jeszcze być zdrowa i gotowa na korki z nową dziewczyną i na kolejne egzaminy, i na naukę do nich. Dobra, otworzę wszystko, co jest mi potrzebne. Otworzyłam i robię te punkty, choć jeden z nich zajmuje mi już mnóstwo czasu, a inny zajmie prawdopodobnie dużo więcej. Pięknie. Ale dobrze i tak, że robię to teraz, a nie za dwa dni w nocy!

Jest mi ciepło i dobrze. Piszę nadal. Ale jestem przerażona, bo opracowuję (czyli korzystam z czyjegoś opracowania) dopiero drugi punkt. Ja nie wiem, jak to ma być z 11 punktami dziś. Ja się poddaję. Nie wiem, co mam robić. I jeszcze mój egzaminator ponoć chyba lubi oryginalne utwory obowiązkowych twórców. Super. Co zrobię? Zrobię to dalej i poszukam z jednego mniej znanego wiersza.

O, 3.02, w godzinach 10.00-13.00, będzie na wydziale profesor Potkański. Muszę się do niego wybrać wtedy lub może wcześniej, jeśli mi się uda, lub może napisać maila, jeśli się odważę, żeby spytać, czy przeegzaminuje mnie 10.02. Wtedy bym miała to za sobą i nie musiała już się szykować na sesję poprawkową – tyle by wygrać!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz