RSS
 

Wiecie, co?

29 sie

To się wszystko robi tragiczne, już nawet nie tragikomiczne. Nie będę opisywać wszystkiego. Ale mam jeden cel – chcę się wreszcie wynieść ,,na własne”. Magisterki nie napisałam na czas. Co za zaskok. Całe życie sama się zaskakuję. Będzie trzeba napisać do promotora. Najlepiej dziś, bo jak nie dziś, to wieczne jutro.

Poza tym wróciłam właśnie z kolejnej mojej Famy (nie dostałam żadnej nagrody, która by umożliwiła mi realizację planu wyprowadzki natychmiast). Wróciłam i mam chodzić nadal do pracy po znajomości na ok. 3/4 etatu, do kancelarii adwokackiej. Od jutra. Poza tym mam szukać pracy i pisać magisterkę, o ile jest jakaś szansa, że ją obronię. Poza tym może będę musiała też chodzić na jakieś seminarium i za to zapłacić 600-1200 zł albo więcej.

W sumie sytuacja stabilna. Mogę rozejrzeć się po rynku i znaleźć coś, co pomoże mi jednocześnie przetrwać i oszczędzać. Na pewno nie chcę już mieszkać w rodzinnym mieszkanku, mimo że to wygodne.

Kurka pieczona. Napisać do promotora? Ale co? Nie, zacznę od wywiadu na własną rękę, jak wygląda moja sytuacja, gdy nie napisałam i nie obroniłam od razu.

To pierwsza rzecz do zrobienia w tym męczącym  mimo-wszystko-chaosie. Druga to chodzić do kancelarii. Trzecia to szukać pracy. Czwarta to pisać magisterkę.

Nie mam siły na żadną z tych rzeczy. Nie mam siły nawet napisać smsa do pracy, że będę od jutra. Dobra, tyle to zrobię. Zrobiłam.

Ale na więcej naprawdę nie mam zupełnie siły. Nie wiem, jak spędzę resztę tego dnia, bo nie chcę nic robić. Czuję się, jak zamknięta w jakimś więzieniu i nie mam dostępu do swobodnego poruszania się po mieście i świecie. Zamknięta w pokoju. Zamknięta w trybie dnia i w zobowiązaniach towarzyskich. Nie stać mnie na minimum szaleństwa, na przykład na samotny spacer. Zresztą nie mam nawet siły.

Ledwo wróciłam i już bym jechała gdzieś znowu – daleko.

Mogłabym w sumie pograć w Simsy, gdyby można je było zainstalować, ale po pierwsze pewnie bym straciła zainteresowanie przy tworzeniu postaci, a po drugie jakbym nie straciła, to bym siedziała przed komputerem do 3 w nocy i rano była nieprzytomna, a potem chora.

Czy naprawdę musi być tak paskudnie od a do z? Mam przyjaciół, ale czuję się coraz gorzej sama ze sobą. Nic nie pomogło dotąd z działań naprawczych – terapia, praca z gazetami i w kancelarii, myślenie, założenie zeszytu, mazanie w nim flamastrami, czytanie książek psychologicznych, modlitwa, spowiedź, wyjazdy do świętego miejsca na polskiej mapie.

Nadal wygórowane oczekiwania, mało motywacji i siły i nadal – mimo relacji z wieloma kochanymi osobami – straszna samotność.

Jak miło ponarzekać. Co teraz? No to może nie wiem. Rozejrzę się w czasie na obronę magisterki? Poszukam pracy? Tak, te dwie rzeczy mogę porobić przed snem, a tego czasu już w sumie niewiele, skoro jutro chcę być w kancelarii o nieludzkiej 10. I jeszcze planuję spóźnić się 3 minuty. 9:39 autobus. Czyli trzeba wyjść o 9:30. Nie jest źle. Nie jest źle! Trzeba wstać nawet i o 9, jak dziś umyję łeb. Mam sporo czasu do snu.

No to obrona magisterki. Trzeba poszukać. Dobra. Mam dwa lata na wznowienie studiów i zapłacę od 20 do 1400 zł. Gorszą sprawą jest ponowne odezwanie się do promotora. Albo inna opcja mi się jawi na ekranie – że mam czas na złożenie aż do miesiąca przed planowanym końcem studiów. A kiedy on jest? Chyba za jeden dzień. Już trwa sesja poprawkowa, więc pojutrze mogę zadzwonić do dziekanatu i podpytać o szczegóły. Ok, plan jest.

Szukanie pracy – zaraz – to nawet przyjemne. A tymczasem sprawdzę, czy uda mi się w ciągu weekendu pojechać kiedyś – gdy już będę miała pracę stałą – nad morze. Da się. Cała sobota i ponad pół niedzieli nad morzem – w Gdyni.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz