RSS
 

Historia się powtarza i będzie się powtarzać aż do zmiany z zewnątrz typu śmierć, cud, konieczność, wpływ akceptującego człowieka lub sytuacja zwana życiowym doświadczeniem pielęgnującym dojrzałość, bo moje prywatne boje są nieskuteczne.

17 sty

Jest noc poniedziałek-wtorek. Jest 1.36. Mam kilka godzin, żeby streścić kilkadziesiąt stron. Ostatnio się udało ostatecznie, ale skończyłam dopiero koło 19 następnego dnia, po może dwóch godzinach snu. Mam silną ochotę się poddać. Nie mam sił psychicznych, czuję się chora i słaba. Naprawdę nie umiem zacząć. Kurczę. I co ja zrobię? Bez woli, co ja zrobię? Co ja zrobię?

Może zrobię jakoś głupio i naokoło. Wiem. Zrobię głupio i naokoło. Jedną stronę będę czytać kurczę przez max. 3 minuty i potem brzydko spiszę ewentualnie coś, ewentualnie nic. Serio? Serio. A jak zrobię się mocno senna, po prostu się położę, wstanę i zrobię jutro. Olać, że jutro i że to oznacza, że pewnie promotor mnie zje.

Dobra, ja wymiękłam do reszty. 2:31, nie zaczęłam nawet. Jutro wstanę powiedzmy o tej 11 i będę dłubać cały dzień, pojadę do BUW-u albo zostanę w domu i będę dłubać. Tak. Na pewno. A jeśli nie, to nic, to po prostu porażka, bywa i tak, że się ponosi życiową porażkę. Zaraz ostatnia sesja w życiu czy tam przedostatnia, kurczę, zapomniałam o letniej. A potem kurczę ŻYCIE. Super. JUTRO spróbuję metody: trzy minuty, nie więcej, i streszczanie. Nie dziś.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dobra. Tak to już jest i prawdopodobnie już będzie, choć kto wie, czy nie polubię dobrej zmiany?

10 sty

Tak to jest: 2:37. Mam 4 godziny, żeby streścić 26 stron. Dla mnie bomba. Dla mnie zadanie wręcz niewykonalne. Potem mam jeszcze trzy godziny na przypisy i poprawki. Musiało do tego dojść, żebym ruszyła mózg, mniejsza o przyczyny tego żałosnego stanu rzeczy, w którym ,,motywacja wewnętrzna” z jakiegoś powodu śpi. Może śpi tak we wszystkich dziedzinach mojego życia, bo za bardzo boję się kary za porażkę. Wcale nie nielogiczne.

Ale stop, stop!

Co chcę zrobić? Pracować bez ustanku, bo to już ostatni sprint! Zatem teraz zbuduję w sobie możliwie najbardziej atrakcyjne wizje dotyczące przyszłości. Bez tej klawiatury i bez długopisu ja bym nie przetrwała nawet odrobinę. Umarłabym. Wizja przyszłości: dziś w nocy napiszę pracę i zasnę, jutro wstanę i posprzątam, radośnie słuchając muzyki, pośpiewując może, jeśli nikogo w domu. Potem albo spotkam się w tym domu z jedną osobą i będziemy sobie wspólnie świętować mój sukces – wysłanie pracy – albo z drugą osobą – z nią to samo, albo z trzecią osobą – z nią także. Albo – jeśli żaden człowiek nie będzie wolny i chętny – obejrzę sobie jakiś ładny film, zadowolona, spokojna, bez myśli, które powodują niepokój, w tym bez myśli o terminie odesłania pracy.

Teraz zaczynają się te cztery godziny na streszczenie 26 stron. Byle jak, szybko, prędko, bez refleksji. Tylko 4 godziny! Tyle chyba mogę się postarać!

Kurczę! Niechcący już teraz prawie całkowicie posprzątałam w pokoju. Chyba jeszcze nigdy nie wydało mi się to tak łatwe i przyjemne. Pozostały trzy godziny i 43 minuty. Dobra, już, już, już! Dobra, trzeba teraz kurczę działać sprytnie, skoro to sytuacja ,,nóż na gardle”. Jak? Jak streszczę do końca rozdział – a zostało naprawdę mało – to obejrzę sobie jeden-dwa filmiki na youtube. Jakieś ładne piosenki z koncertów, piosenki śliczne, aktorskie, poetyckie, dźwięczne, musicalowe może. Całe dwa filmiki! Ale to trzeba najpierw co? Najpierw przelecieć do końca ten rozdział. Dobra, mam ten fragmencik JAKOŚ. Oczywiście mam pełne przekonanie o totalnej klęsce w tym, co ja wyciągnęłam z tego rozdziału. Już nawet nie czuję, czy poprawnie piszę. Jest 4:23. Jakie to kretyńsko typowe. Ale to nie szkodzi. Zaraz coś zjem, posłucham piosenek MIMO WSZYSTKO, a potem pozostałe strony. Ile ich? 22. Będę pędzić przez nie. Ale tęsknię do jakiegoś ładu, który by tak wyglądał: nie mam zmartwień związanych z życiem, piszę po nocach arcydzieła, ale kończę przed 2:00 i się wysypiam. Ale co mi po takim życiu? Samotność i trwoga przetykane zachwytami jak złotą nicią.

O, 4:52, czyli na te 22 strony, bez przerw być może, mam zaledwo dwie godziny. Uda się. Przelecę szybko, zanotuję, co ważne i tyle mnie widziano.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stało się

08 sty

Stało się. Stało się to, co stać się MUSIAŁO. Musiało, do jasnej anielki. Jest końcówka niedzieli. Powinnam teraz, a najpóźniej we wtorek o 15, wysyłać skończony rozdział. Jestem ostro przeziębiona. Siedzę, a jakbym płynęła w orszaku późno-jesiennych liści, na ciepłym, ale niepokojącym powiewie. Zimno mi jednak. Założę drugą parę skarpet.

Jedyną moją cholerną szansą na przetrwanie jest zaczęcie nareszcie pracy. Nie otworzę – o nie – dotychczasowego mojego dorobku. Otworzę nowy plik w Wordzie i tam napiszę kolejny podrozdział. Mam kurka nowy plik. Czego mi jeszcze kurka trzeba? Wiadomo – zacząć kurka notować. Mimo kurka powiewu niepokojącego i chłodnego ostatecznie, mimo gór i dolin wykorzystanych chust papierowych, nad którymi unoszę się ja – z nosem jak sygnalizacja świetlna, ale gdy mówi ,,stop!”.

Dobra, dziś chcę mieć trzy kurka strony. Optymistycznie zakładam, ze jutro to samo, a wiadomo, jak to u mnie działa – jak napiszę już jedne trzy strony, to okupię to takim nieznośnym wysiłkiem, że będę musiała wypoczywać kolejny miesiąc. Od razu albo wcale mogę to napisać. Ale minimum na dziś to i tak trzy strony. A jak zmniejszyć ten kretyńsko natężony wysiłek, żeby zachować siły na jutro?

Może tak – będę pisać kompletnie na odwal się, a potem poprawiać. Skłania może sobie leżeć, kurka, BYLE BYŁO. Mogą być powtórzenia, BYLE BYŁO. Tak? Tak. Dobra. A jak czegoś nie będę rozumieć i nie będę umiała długo zrozumieć, to OLEWAM I IDĘ DALEJ. Najwyżej pominę jeden mały aspekt, ale nadal omówię wiele innych! Streszczę wiele innych.

Okej, tak przygotowana, PRÓBUJĘ ZACZĄĆ. Kurczę, kurczę!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Aha

02 sty

Właśnie sobie zdałam sprawę z tego, że czeka mnie mnóstwo pracy w tym tygodniu. Fantastycznie. Jeszcze nie zaczęłam kończyć rozdziału. Od jutra chcę zamieszkać w BUW-ie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie jest takie

17 gru

Takie, że dzięki Karolinie, która przyszła do mnie porządkować notatki do kolokwium, sama wstałam, posprzątałam troszkę, a teraz zaglądam do USOS-a. Czas na Wielkie Ogarnianie.

28.01 – 10.02 – SESJA. Wtedy będą egzaminy. Z czego – oto jest pytanie. A ja na nie odpowiem, choć na razie zaznaczam, że mogę się bardzo, bardzo mylić, ale już podjęłam kroki, żeby być pewną. Wypiszę tu egzaminy i testy zaliczeniowe, i terminy, których się spodziewam w tej sesji i przed nią:

11.01 – oddać ten koszmarnie rozciągający się w czasie pierwszy rozdział (oddać całą pracę do końca maja!) (jak?!)

20.01, na zajęciach – kolokwium z historii języka polskiego

24.01 - zaliczenie wykładu z literatury popularnej

1.02 – egzamin z literatury  1918-1945

2.02 – egzamin z historii języka polskiego

3.02 – zaliczenie psycholingwistyki

7.02, 10.00, AudiMax – egzamin z językoznawstwa ogólnego

 

Poza tym muszę:

poprosić o żetony na OGUN-y i się na nie zapisać

zapisać się na egzamin z literatury najnowszej w sesji poprawkowej (23.02)

zaliczyć nieobecności z literatury i może z innych przedmiotów, chyba że profesor uzna zaliczenie z zeszłego roku

być może napisać przynajmniej jedną pracę roczną z literatury

 

O dziwo, to chyba naprawdę wszystko. Niektóre z tych rzeczy wymagają wielkiego nakładu sił i czasu. Dlatego jestem szczęśliwa, że, dzięki Karolinie i jej przybyciu tu, mam to ogarnięte już teraz. Będę oczywiście robić kroki dalej, czyli rozwalać system, czyli uczyć się i pisać te wszystkie rzeczy, ALE NIE DZIŚ. Może nawet zrobię sobie – szczęśliwie wolna od zewnętrznych przymusów – SUPER SESJĘ, czyli że zacznę regularnie chodzić do BUW-u i kuć. To by było. Tak. To by był ciekawy eksperyment, ostatnia może szansa. Nawet czuję motywację teraz. A teraz nie, bo zaczęły mnie męczyć jakieś emocjonalne zawiłości albo i nie zawiłości.

W każdym razie OGARNIĘTE. Czuję pewien spokój, gdy widzę wroga. A teraz ogarnę, co na bieżąco muszę ogarnąć, a czas się kończy do wyjścia:

na środę – przeczytać lub przejrzeć ,,Lubiewo” M. Witkowskiego

na czwartek – przeczytać w końcu lub przejrzeć ,,Sól ziemi” Józefa Wittlina

na piątek – chyba coś na psycholingwistykę, ale nie wiem co, tego się muszę dowiedzieć

To tyle!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

BUW

04 gru

Jestem tu i kurka trzeba kurka pisać kurka najszybciej na świecie. Nawet brzydko, byleby na ilość było. Dziś, jak napiszę trzy strony, to pojadę na koncert. Albo 3 i pół. Czyli gra warta świeczki. Trochę to będzie trudne, ale spróbuję. Mam jeszcze około 3 godziny. Kurka. Dobra, włączę sobie program do pisania. I otwieram książkę. Na razie mam 3/4 strony, a podczas przerwy znalazłam to:
,,Na płatny dwumiesięczny staż do agencji reklamowej poszukujemy osoby która:
- myśli logicznie,
- nie boi się nowych wyzwań,
- jest komunikatywna – sprawnie przeprowadzi rozmowę telefoniczną, napisze maila,
- jest ogarniaczem i szybko myśli
- zna podstawy pakietu Office,
- jest skrupulatna
i chce pracować przy fajnym projekcie eventowym.
Możesz zacząć już dziś?? Wyślij swoje CV na adres l.roguska@truly.pl
Miejsce pracy: Warszawa”.

Wklejam tu, bo może się tym zainteresuję. A może nie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Serio?

30 lis

23:21. Promotor wyraził zgodę, żeby oddać rozdział we wtorek do 15. Czyli że mam czasu o tyle: dziś, czwartek, piątek, sobota, niedziela, poniedziałek i kawałek wtorku.Tylko pięć pełnych dni, w których są i inne zajęcia. Ale więcej to niż tyle, ile myślałam wczoraj czy tam kiedyś. A nie, jednak mniej, nie wiem, co tu się wyrabia, ten czas jakoś się strasznie kurczy, jeśli chodzi o magisterkę. Bardzo mało dni zostało na ten rozdział, a nie wolno mi zawieść promotora i siebie.

23:27. Jutro trzeba wstać. Wieczorami też czas się kurczy. W ogóle czas się jakoś zaczął robić zbyt prędki. Dobra. Ale spokojnie. Dziś chociaż wrócę do tych trybików. Kurczę, chociaż tyle żeby zrobić. Chociaż kawałek artykułu. Dobra, bez zbędnego gadania otworzę księgę. Otworzyłam. To teraz plik w Wordzie. A teraz stoper, bo co mam robić, kurka? Dobra, choć kwadrans, start. STOP! Nie mogę, po prostu nie wiem, co czytam! Kurczę. Nawet nie czuję się zbyt choro w tej chwili, po prostu nie umiem zrozumieć tekstu! Zrobię tak: położę się i na spokojnie, bez stopera, spróbuję ogarnąć, co autorka ma na myśli. Jak się nie uda, to dziś sobie daruję i spróbuję jutro w BUW-ie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Były sobie kurki trzy.

28 lis

Jestem chora i w domu. Co byłoby najlepszym dopełnieniem tych dwóch faktów? Oczywiście herbatki, gry, filmy, książki i ewentualnie ten pełen badziewi i perełek internet. Ale nie. To nie tak się skończy. Bowiem nie jestem jakoś tragicznie chora. Mogę więc tak samo dobrze zajmować się grą w Simsy, jak i pisaniem magisterki. A potem i grą w Simsy czy czymś innym w tym guście. Ale magisterka. Żeby ocalić ten chylący się ku końcowi dzień. Magisterka. Co z nią? Trzeba wrócić do trybików tej maszyny. Na czym w ogóle skończyłam? Chyba na jakimś badziewiu, nie wiem. A. Skończyłam z jakimś tam artykułem. To teraz bym zaczęła kolejny artykuł. Kolejny trudny artykuł. Napiszę tu to sobie, a co. Chodzi o to, że promotor okazał się nadzwyczaj łaskawy wobec moich braków, a dokładniej jednego braku – całości rozdziału. Teraz nie mam zbyt wielkiej ochoty go zawodzić. Ja wiem, że dla niego to nie sprawa życia i śmierci tak bardzo jak dla mnie, ale mimo to wolę usłyszeć raczej więcej jego pochwał niż oglądać zniesmaczone spojrzenie. Dlatego zrobię to. Co zrobię? Napiszę jeszcze trochę. Już dziś. Żeby na 7.12 mieć gotowy rozdział… Tak. Tak będzie. Ile to dni przede mną? Powiedzmy, że 10. A nie, jednak nie. Jednak przecież wcześniej trzeba wysłać ten rozdział TAM, do ludzi. Do kiedy? Do kurka niedzieli. Fantastycznie. Czyli ile mam dni? 6 plus dzisiejszy. Choć fajnie by było w niedzielę już mieć wolne luz. Ale tak nie będzie. ON CHYBA ŻARTUJE. No ale to moja wina, bo miałam przecież więcej czasu. Dobra, może się zdobędę na jakiś powrót do pracy. 17:15 jest. Ja nie wiem. Nie wiem. Jak mam zacząć niby, kiedy wszystko we mnie mówi: ,,zrób coś mniej męczącego”? Jak JA mam zacząć? Listopad, a ja piszę magisterkę. To by się nie zdarzyło, gdyby nie promotor. Ale właśnie nie piszę. Dobra. Jak się zmotywować? Może po prostu zacznę czytać i notować. To coś, z czego mam teraz zrobić notatki, ma 27 stron. Może dziś by mi się udało WSZYSTKO. A może tylko część. Ale spróbuję choćby stronę, żeby choćby zacząć. Może nawet bez stopera? Zobaczymy. Myślę, że powiedział mi tyle miłego, żebym robiła cokolwiek, bo ja mam tej pracy różne rzeczy do zarzucenia. Nawet ja. Albo uważa, ze lepiej i tak nie będzie. Nie wiem. W każdym razie spróbuję notować! Nie mam siły. Zupełnie. I jeszcze ten autor pisze jakieś głupoty, przynajmniej tak to widzę. Włączę sobie film.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fantastycznie, idealnie.

22 lis

Ponury pies człapał ulicą. / Szedł zgred spłukany za zakonnicą. / Deszcz mgłą opadał na suche trawy / A ten pies smutny był też kulawy. // Niosła mnie zima po tej jesieni / i wszyscy byli jacyś zgnębieni. / Jacyś bez iskry i bez humoru. / Jakby pielgrzymi do wrót Mordoru.

Potrzebowałam tego kiepskiego wierszydełka na początku mojej dzisiejszej pracy, pracy ostatecznej. Co jeszcze? Smutno, pusto… nie, jak to było? ,,I pusto – smutno– tęskno w bujnej Ukrainie”, jak pisał Malczewski i jak przypominała Magdalena. A może tego nie potrzebowałam, bo teraz mi tylko romantycznie-smutno, a chciałam, żeby mi było bezsensownie-smutno i żebym potem pomyślała sobie ,,ale to bez sensu, czas pracować”. Więc od nowa.

Kurka. Zaraz mam zabrać się do pracy, a bardzo mi się nie chce. Zmarnowałam już mnóstwo czasu. Nie ma szans, żebym to napisała! Ale mimo wszystko spróbuję. A – i wczoraj przez niecałe trzy godziny napisałam ponad półtorej strony, więc też dobrze! A teraz mam pusty domek. Super! Poprzeklejam fragmenty pracy na ich miejsca, bo wczoraj pisałam specjalnie w osobnym pliku! Dobra, ogarnęłam mniej więcej całość spojrzeniem. Mam taki plan, że jak kurka napiszę trochę, to pójdę po ciastka do Żabki. A może teraz pójdę? O – jak skończę na amen z jednym artykułem i zajrzę do nowego, to pójdę. Już kurka 16:53, a ja mam jeden akapit. To teraz co? Nonny no? Teraz poprawiłam ten akapit i go rozbudowałam nieco. No to zajrzę do kolejnego artykułu i zrobię jednak surówkę. Jednak wolę obiad niż ciastka na razie, zwłaszcza że i tak wstawiłam pyry. Ma 18 stron ten artykuł. Ale dam radę, prawda? Prawda.

18.00. Ja po obiedzie i po facebooku. Dobra, teraz tylko herbatka i będę pisać! 19:00!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

16:29

21 lis

… a ja dopiero wygrzebałam się zewsząd i dotarłam do tego wpisu, w BUW-ie, żeby zacząć w końcu pisać magisterkę. Najpierw nie mogłam znaleźć ubrań, potem nie mogłam się spakować, koszula niewyprasowana, buty brudne, naczynia niepomyte, śniadanie niezjedzone, włosy źle się układały, pobrudzona podłoga przez brudne buty. Potem obiad niezjedzony. Niepogadane z siostrą i z przyjaciółką. I w ten sposób już niemal wieczór, a ja dopiero zaczynam pracę. I jeszcze czułam się słabo i choro. A teraz mam warunki kurka idealne. Gumę do żucia. Wodę do picia. Ciszę. Teraz jedyne, co mi przeszkadza, to lenistwo. Ale szybko-szybko. Włączę plik z notatkami. Stoper. Książkę otworzę. Dobra, mogę zacząć notować. Start. Dobra, jest 40 minut i jeden więcej akapit, i jeden więcej przeczytany rozdział. Teraz zrobię sobie przerwę i, ignorując to, że JEDNA osoba zobaczy, co robię, pogram w jakąś grę albo coś takiego. Jednak dwie. Ale już koniec tej urokliwej gierki. Teraz będę notować dalej. Dobra, czas start. Pół godziny i kolejny akapit. Jeszcze trzeba poczytać ten ostatni rozdział, czy czegoś nie ominęłam. Na razie – przerwa na messengera. Jest po przerwie na messengera. A moje lenistwo urosło wprost proporcjonalnie do trwogi wielowymiarowej. Na pewno tego nie skończę. Ale zrobię najwięcej, jak się da. Dobra. Jakimś cudem zaraz włączę stoper. 10 minut i chyba tak to zostawię. Cały artykuł JAKOŚ streszczony. Ile miał stron? Chyba 13. I z tego mam niecałą stronę notatek. No cóż. Wartościowe – nie powiem. To co teraz? Teraz mogłabym albo iść po innego autora, albo poszukać jakiegoś jeszcze artykułu w tej książce. A na razie przekleję do rozdziału to, co natworzyłam, żaby poczuć ulgę lub trwogę, a na pewno doinformowanie.  Mam niecałe trzy strony. Jest 18.53. Jeszcze tylko jutrzejszy dzień, żeby mieć tych stron przynajmniej kurka 13? Tyle ma ten artykuł tej jednej kobiety i wydaje się uroczą i skończoną całością. Może dziś udałoby mi się choć 2 strony jeszcze napisać? Bo trzy to chyba nie. Chyba że w domu jeszcze będę pisać, bo teraz zostały mi trzy godziny do zamknięcia biblioteki. A może zrobię sobie jakąś dziadowską konkurencję, jakiś zakład z samą sobą? Wprowadzę w pisanie element – jakże zabawnej – gry? Może spróbuję przez te trzy godziny skupić się i napisać właśnie trzy strony? To by było tempo! Jak przed oddaniem pracy rocznej. Trzy strony w trzy godziny! Jak na mnie bliskie toto cudu. Dobra. To teraz bez stopera. Po prostu następne trzy godziny będzie rozgrywać się Wielka Gra. Nie ma telefonu, nie ma internetu, tylko ja i Trzy Strony. Nie będę nawet tu pisać, tylko już w domu opowiem o efekcie. Hm. Śmiesznie. I co jeszcze? I będę biegać za książkami, czytać, pisać, ładnie, twórczo, trzy strony, w osobnym pliku na razie. Okej. Wielki Zakład Z Samą Sobą. Start czas.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii